"Q.F.T.R.Y" - tryumfalny powrót

Uwielbiam Qftry. Chyba od czasów ich pierwszej kasety, na której z szumu morza wyłaniały się słowa cudnej pieśni o burzy... Kto to dziś pamięta. Dzisiaj Qftry święcą zasłużone tryumfy prezentując światu swoją najnowszą płytę "Q.F.T.R.Y.".
Droga do tego wydawnictwa nie była łatwa. Kapitalne "On, My, Ocean", nagrane w ramach projektu "Poles Apart", z kanadyjskim szantymenem Tomem Lewisem postawiło zespołowi porzeczkę diabelnie wysoko. O tym jak trudno było się zmierzyć z legendą "Poles Apart" niech świadczy choćby niepowodzenie poprzedniej płyty zespołu - "Bistro Alternatif". Poza kilkoma utworami nie było na niej zbyt wiele do posłuchania...
"Q.F.T.R.Y." zacierają tamto wrażenie. Z nawiązką. Zaczyna się od rewelacyjnie zaaranżowanego "Naprzyj na wiosło" (znanego w Polsce m. in. dzięki niegdysiejszym nagraniom formacji North Cape). A to dopiero początek. "Pieśń żeglarzy" porywa swoim artyzmem, aranżacją i dynamiką. A potem następuje "Rzewny żywot pracownika destylarni", przepiękny utwór, wzruszająco zinterpretowany przez prowadzącego. Inna rzecz, że roboty miał tu główny wokalista co niemiara. Linia melodyczna tego utworu roi się od zaskakujących interwałów. Po wysłuchaniu tej pieśni ma się ochotę słuchać jej jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze...
"Dead Eye Sound" to słabszy moment. Nie przekonuje mnie sposób, w jaki Grzegorz Hatylak prowadzi tę szantę. "Zagrzmiała salwa, przed dziobem poszedł strzał" wyśpiewane są z delikatnością godną lepszej sprawy. Trudno się słucha strof o tym, że "przyjdzie zawisnąć" śpiewanych nienagannym barytonem, skoncentrowanym na wiernym oddaniu linii melodycznej. To wrażenie mija wraz z rozwojem pieśni. Angielskim zwrotkom już właściwie nie ma czego zarzucić. Na marginesie, Qftry dobrze śpiewają po angielsku. Nie na darmo Jerzy Ozaist nazwał ich kiedyś jednym z najbardziej "ośpiewanych za granicą" polskich zespołów.
Wielokrotnie na tej płycie Qftry pokazują kunszt instrumentalny. "New Foundland Sailor" to jeden z tych momentów. Qftry nie zawsze tak pięknie grały. Widać ogromny postęp. Zapowiadała go już słynna akordeonowa solówka w "Get Up Jack" na płycie nagranej z Tomem Lewisem.
"Płynąć ze sztormu w sztorm" z niesamowitym prowadzeniem i progresją w ostatniej zwrotce, żeby użyć bokserskiego określenia, wyrywa z butów. To jeden z najlepszych tekstów na tej płycie. Delikatne nierówności słyszalne w zwrotkach, których fragmenty śpiewane są unisono nie przeszkadzają. Dobrym pomysłem było wplecenie tego songu w szum morza.
Qftry to grupa dowcipnisiów. Najlepiej uwidacznia się to w piosence o węgorzu, pardon oczywiście w utworze "Wiatru nam chłopcy". Zabawy słowne przypominają nieco słynne "zwiało nam z pokładu skrzynki", choć piosenka raczej nie ma szansy powtórzenia tamtego sukcesu. Nie każdy po prostu będzie w stanie wyśpiewać frazy napisane dla Qftrów przez Gosię Pływaczyk z zespołu Dair (folkowy projekt, w którym udziela się jeden z Qftrów zwany pieszczotliwie przez kolegów O'Pałkinem).
Na zdobycie miana PMR-u ma szansę przedostatni z utworów - "Chciałbym płynąć". Przypomina mi nieco słynne Qftrowskie "Cholerne morze", przebija je jednak porywającą partią instrumentalną - pogoń flet za akordeonem jest imponująca. Trudno powiedzieć kto wygrał ;-)
Uwielbiam Qftry. Wspominałem? Kiedy w 98 roku w Iławie piłem z Grzegorzem pierwsze wspólne piwo, nie przypuszczałem, że wystąpią z Bobby McFerrinem, że nagrają płytę z Tomem Lewisem... Wreszcie, że 10 lat później będę się zachwycał kolejną produkcją. Lubię ich też za to, że nie zmienili się od tamtych czasów. Śpiewają z taką samą radością jak przed laty. Bawią się muzyką i robią to z najwyższym profesjonalizmem. Tak trzymać!