szanty24.pl > okiem bosmana > relacje > ZR ZNP(op) i Mordewind...
Autor: Joanna 'Lorka' Tomczak
11.10.2010, g. 7:12

O 19.00 na scenie stanęli prowadzący koncert Sławek Gołąb i Paweł Delikat, członkowie grupy Klang, czyli organizatora cełego przedsięwzięcia. Rozpoczęli od powitania widzów i z marszu zapowiedzieli Zespół Reprezentacyjny Związku Nauczycielstwa Polskiego (oddział podkarpacki), czyli Morże Być.
Morże Byće od lat już grają wyłącznie autorskie utwory, do których teksty i muzykę pisze Tomasz Ignac Orzechowski. W Rzeszowie zaprezentowali pisenki znane już i lubiane, takie jak Tango na wyjście z portu czy Mała Kate, ale był również kawałek Cicho sza, przygotowany na nową, „cywilną” jak to określił Ignac, czyli nie-szantową, lecz folk rockową płytę. Tekst rzeczywiście odbiega od żeglarstwa i ogólnie pojętej marynistyki, lecz klimatem ta piosenka znakomicie utrzymuje się w morżebyciowej stylistyce.
Po krótkiej przerwie technicznej na scenie pojawił się Mordewind – grupa znana, lubiana i doceniana. Mimo tego, że ze skrzypcami grają już niemal od roku, ja dopiero w Rzeszowie miałam okazję to usłyszeć. Muszę przyznać, że zaangażowanie Krzysztofa Szmytke było dobrym pomysłem – dźwięki fiddli ładnie uzupełniają muzykę i dopełniają brzmienie zespołu. W czasie koncertu mogliśmy usłyszeć między innymi Tłustego szefa, Kiedy myślisz, czy dowód na to jak pewne ilości złotego, lekko gazowanego trunku wpływają na zdolności lingwistyczne, czyli Madame. Ten ostatni utwór jest z resztą niezmiennie moim ulubionym kawałkiem Mordewindów.
Oba występy były bardzo udane, widać było, że zespoły dały z siebie wszystko, żeby rozbujać publiczność. Jedynym mankamentem było nagłośnienie wokali – niestety nie były dość czytelne. Faktem jest, że sala Teatru Maska jest bardzo niewielka, a perkusja, obecna w obu zespołach, to instrument dość głośny, którego dźwięki, niekontrolowane, mogą przykryć wszystkie inne. Widać akustyk nie poradził sobie z tymi dwoma aspektami.
Koncert w teatrze dobiegł końca i nastąpiło gromadne przejście do Tawerny Żeglarskiej, gdzie obydwa zespoły zagrały ponownie, już w nieco mniej oficjalnych warunkach. Doskonałym pomysłem było wprowadzenie zakazu palenia na czas występów – Tawerna jest dość mała, więc obawiam się, że wokaliści namęczyliby się mocno, gdyby musieli wdychać kłęby dymu. Przy okazji – w tawernie słowa piosenek były o wiele bardziej zrozumiałe.
Pierwszy (dla mnie) dzień festiwalu skończył się około północy, ale wiem, że impreza tawerniana trwała jeszcze długo. Ja jednak musiałam udać się do hotelu, bo o 10.00 następnego dnia czekała mnie impreza dziecięca, o której będziecie mogli przeczytać w kolejnej relacji.
Nie ma jeszcze żadnego komentarza do tego artykułu. Bądź pierwszy.
Z serca Częstochowy - koncert charytatywny 05.12.2011 16:31Inicjatywa zorganizowania charytatywnego koncertu wyszła od muzyków...
Port Pieśni Pracy okiem binabik-a (2011-08) 22.09.2011 2:54„Widzę w Twoich oczach strach, powiedz czy to jeszcze miłość...