szanty24.pl > okiem bosmana > relacje > Znów przeminął...

wtorek, 22 maja 2012 Imieniny: Julii i Heleny

okiem bosmana: relacje | recenzje

relacje

Znów przeminął rok
(Shanties, dzień 1)


Autor: Joanna "Makenzen" Morawska

20.02.2009, g. 10:17


Rozpoczęła się 28. edycja najbardziej znanego polskiego festiwalu piosenki żeglarskiej – Shanties 2009. A ponieważ wielkimi krokami zbliża się okrągły jubileusz tej imprezy, koncert inauguracyjny był poświęcony dorobkowi polskich wykonawców sceny szantowej z ostatnich trzech dekad...

Rotunda wypełniona po brzegi, przyciemnione światła, a na scenie legenda: Jerzy Porębski, „mistrz ceremonii” i pierwszy w kolejności wykonawca tego wieczoru w jednej osobie. Otworzył on muzyczną kronikę żeglarskich wspomnień piosenką „Krakowskie szanty”. Potem „Grytviken”, zaśpiewane częściowo po polsku, częściowo po angielsku w duecie z Amerykaninem Patrickiem Lee, „Tańcz miła, tańcz” z towarzyszeniem fortepianu, na którym zagrał Andrzej Korycki, a nawet całkiem jeszcze świeże „Bosmańskie rady” (premiera miała miejsce rok temu właśnie na Shanties)... Każdy utwór Jurka to fascynująca historia spod żagli.

Po chwili na scenie pojawił się drugi „dinozaur” polskiej sceny szantowej, Ryszard Muzaj (na zdjęciu). Przeplatając swój recital opowieściami o festiwalowych przygodach sprzed lat, Ryszard wykonał kilka znanych i lubianych utworów („Gdyński port”, „Emeryt”, „Ballada o Julce piegowatej”), a także, jak na wieczór wspomnieniowy przystało, przypomniał swoją dawną, nieco zapomnianą piosenkę „Omega”.

Nostalgiczna atmosfera osiągnęła apogeum, gdy na scenie zasiedli Andrzej Korycki i Dominika Żukowska. Duet rozpoczął swój występ muzycznym ukłonem w stronę Haliny Stefanowskiej – napisaną przez nią balladą „Pod Sztokfiszem”. Miłym akcentem było rzadko spotykane na koncertach Dominiki i Andrzeja wykonanie, jak to określił Andrzej, jednej z najpiękniejszych szant - „Shenandoah”, a także dwa wielkie jego hity - „Jacht Rock 'n' Roll” i „Magda”.

W krótkiej przerwie pięcioro śmiałków z publiczności zostało poddanych testowi na znajomość historii Shanties, po czym na scenie pojawił się zespół Flash Creep. W pełnym składzie: Iza Puklewicz, Maciek Łuczak, Czarek Sztendel, Piotr Ruszkowski i Paweł Hutny. Za sprawą tego ostatniego repertuar FC poszerzył się niedawno o nową piosenkę - „Historia z morza/Smutna opowieść” (ostateczna wersja tytułu w trakcie ustaleń). Nie była to zresztą jedyna nowość czwartkowego wieczoru na Shanties: zespół zagrał także powstały przed miesiącem utwór „Opętany morzem” z przejmującym, wywołującym ciarki śpiewem Izy. Na pożegnanie zabrzmiał „Stary dziadek” z towarzyszeniem Jerzego Porębskiego i jego trąbki.

Wreszcie nadeszła pora na długo oczekiwanego gościa – Grzegorza „GooRoo” Tyszkiewicza, który przywitał słuchaczy pieśnią „Staruszek jacht”. Dalszą część występu GooRoo wypełniły piosenki z  najwcześniejszych żeglarskich czasów, jak np. zasłyszane przez niego dawno temu na Mazurach zaproszenie do wspólnego rejsu, czyli utwór „Wszystkie żagle już od dawna postawione” i wspaniałe, nieśmiertelne „Port to jest poezja”; a także nowsze kompozycje: napisane w ubiegłym roku „Moje Mazury” czy „Rejs na północny Pacyfik”. Na koniec Grzegorz zaśpiewał a cappella monumentalne „North-West Passage”. Publiczność nie chciała go wypuścić. Nie obeszło się bez bisu - „10 w skali Beauforta”, do którego dołączył się Jerzy Porębski na fortepianie, oraz „Żeglareczek”.

Następnie miejsce GooRoo zajął kolejny bard – Waldek Mieczkowski, który zaśpiewał na początek „Nostalgię”. Wśród wykonanych przez niego później znanych już piosenek, jak m.in. „Tawerna pod dorodną flądrą”, „Porty wszędzie takie same” i „Ballada o wszechżonie”, trafiła się też jedna premiera - piosenka Krzysztofa Jurkiewicza „Kiedy wypłynę”.

Nie sposób sobie wyobrazić Shanties bez Piotra Zadrożnego, dawnego organizatora i dyrektora tego festiwalu. Piotr wystąpił z Pawłem Orkiszem, autorem znanych wszystkim żeglarzom „Przechyłów”, a towarzyszyli im basista i skrzypaczka. Zespół zaprezentował bogaty i przyjemnie zaaranżowany autorski repertuar, zaczynając oczywiście od „Przechyłów”.

Ostatni wykonawca, norweski kwintet Groms Plass, wpisał się we wspomnieniową konwencję pierwszego dnia Shanties w nieco inny niż pozostałe zespoły sposób. Formacja ta bowiem nawiązała do historii polskiej marynarki, przywołując w jednej z piosenek, zaśpiewanej zresztą w części po polsku, słynną polską jednostkę – ORP „Grom”. Żywiołowy występ „Chłopców z placu Gromu” został nagrodzony rzęsistymi brawami. Zakończył się „Pożegnaniem Liverpoolu”, zaintonowanym spontanicznie przez Jurka Porębskiego.

Ostatnie nuty czwartkowego spotkania z „perłami z lamusa” piosenki żeglarskiej wybrzmiały około północy. Ale to tylko oficjalnie, bo impreza przeniosła się, zgodnie z tradycją, do tawerny „Stary Port”, gdzie do późnych godzin nocnych brać szantowa wspominała przy piwie i muzyce, jak to dawniej bywało.
 

Fot. Marietta Stefaniak


Nie ma jeszcze żadnego komentarza do tego artykułu. Bądź pierwszy.


UWAGA
Autorzy serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników
w poniższych komentarzach. Komentarze zawierające wulgaryzmy, treści niezgodne z prawem oraz adresy reklamujące inne strony internetowe będą kasowane.

twoje konto

zaloguj się

zarejestruj się

nawigacja

ocean wiedzy

– z wiatrem

– historia

– różności

okiem bosmana

– relacje

– recenzje

kubryk

kalendarz

galeria

radio

- aac 32 kbps

- mp3 128 kbps

szanty24.pl on Facebook


Copyright © 2008-2012 szanty24.pl. Projekt: szanty24.pl Technologia: cyberstudio