szanty24.pl > okiem bosmana > relacje > Tajemnice...
Autor: Joanna 'Lorka' Tomczak
14.10.2010, g. 16:58

Sobotnie spotkanie w ramach Dni Kultury Marynistycznej, ostatnie na terenie Polski, ponownie miało miejsce w Teatrze Maska. O 19.00 spotkaliśmy się, żeby wysłuchać trzech koncertów.
Jako pierwsi na scenie pojawili się gospodarze – zespół Klang. Ich popularność w rodzinnym mieście została potwierdzona żywym odbiorem tego występu przez publiczność. Wspólne śpiewy, świetny kontakt z zaprzyjaźnionymi słuchaczami, to wszystko złożyło się na wyjątkowy charakter ich występu.
Miejsce Klangów zajęli Ryszard Muzaj i Marek Szurawski, czyli weterani i długoletni animatorzy rodzimego ruchu szantowego. Połowa Starych Dzwonów zaprezentowała się w repertuarze znanym zarówno z wykonań macierzystego zespołu, jak i występów solowych. Mnie najbardziej zawsze urzeka piosenka Chiński żeglarz, w wykonywaniu której Marek Szurawski akompaniuje sobie na kościach.
Atlantyda, choć wystąpiła bez skrzypiec, dała bardzo dobry koncert. Muzycy, mimo że zmęczeni nieco piątkowym występem w warszawskim Gnieździe Piratów, dali z siebie wszystko. Mieliśmy więc okazję posłuchać Billiego Boya, Lądowego szczura czy Marco Polo, do których śpiewania chętnie dołączała widownia. Koncert zakończył się piosenką Pożegnalny ton, a w czasie jej trwania do Atlantydy dołączyli wszyscy niemal muzycy występujący w sobotę na deskach Teatru Maska i podjęli wspólny śpiew.
Po zamknięciu oficjalnej części występów ponownie przeszliśmy do pobliskiej Tawerny Żeglarskiej, żeby tam, już w nieco mniej oficjalnym klimacie śpiewać i biesiadować do późnych godzin. Kiedy (około 2.00) opuszczaliśmy gościnne progi knajpki, na scenie montowali się właśnie dwaj panowie z gitarami, żeby kontynuować post-nieoficjalne granie. O której skończyła się ta impreza? To niech pozostanie tajemnicą Rzeszowa.
Dla mnie była to ostatnia część festiwalu. Następnego dnia uczestnicy Dni Kultury Marynistycznej pojechali do Lwowa, lecz ja niestety musiałam wrócić do domu. Relację z Ukrainy obiecał nam jednak Łukasz Scovron Skowroński, zatem jutro będzie można przeczytać jak udała się zagraniczna część imprezy.
Jeśli zaś chodzi o pofestiwalowe wrażenia ogólne, to te są bardzo pozytywne. Dni Kultury Marynistycznej są kameralną imprezą organizaowaną przez pasjonatów dla pasjonatów. Serdeczna atmosfera i pozytywne wibracje udzielają się wszystkim, mam zatem nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się wrócić do Rzeszowa.
Nie ma jeszcze żadnego komentarza do tego artykułu. Bądź pierwszy.
Z serca Częstochowy - koncert charytatywny 05.12.2011 16:31Inicjatywa zorganizowania charytatywnego koncertu wyszła od muzyków...
Port Pieśni Pracy okiem binabik-a (2011-08) 22.09.2011 2:54„Widzę w Twoich oczach strach, powiedz czy to jeszcze miłość...