szanty24.pl > okiem bosmana > relacje > Pierwsze szanty w...

niedziela, 5 lutego 2012 Imieniny: Agaty i Adelajdy

okiem bosmana: relacje | recenzje

relacje

Pierwsze szanty w Uniejowie


Autor: Joanna 'Lorka' Tomczak

23.06.2010, g. 14:26


Impreza rozpoczęła się konkursem, w którym nagrody sponsorowały wspomniane już Termy Uniejowskie. W zmaganiach wzięło udział pięć zespołów, lecz jury, złożone z Ryczących Dwudziestek i przedstawicieli miasta, jednogłośnie uznało, że pierwsze miejsce i 2 000 złotych należy się Happy Crew, drugie miejsce i 1000 złotych zespołowi Bez Paniki, a trrzecia nagroda (500 złotych) oJ taM-om.


Po zakończeniu konkursu przyszedł czas na występy zespołów już znanych i uznanych, czyli Draków, Ryczących Dwudziestek, które były również współorganizatorami całego przedsięwzięcia, oraz Mechaników Shanty.


Sobotni występ Draków podobał mi się o wiele bardziej, niż ten, który słyszałam tydzień wcześniej. Tym razem chłopakom udało się tchnąć w graną przez siebie muzykę życie. Pojawił się tak zwany „wykop”, którym granie przez nich uprawiane musi się charakteryzować, a którego niestety zabrakło w Pszczynie. Zupełnie też inny był odbiór publiczności – rozgrzaną już nieco, pomimo uparcie spadającej temperatury, Częstochowianie przekazali Ryczącym Dwudziestkom.


Dwudziestki to klasa sama w sobie. Można, jak niektórzy, krytykować ich za to, że do „szant” wprowadzili beat box, można odmawiać im prawa do nazywania siebie zespołem szantowym, można w końcu obwiniać ich o to, że z nurtu piosenki żeglarskiej  wydzielili strumyczek potocznie nazywany Silesian Sound, ale nie można odmówić im, że w tym co robią, są mistrzami. Świetne zgranie, profesjonalizm w każdym calu i doskonały kontakt z publicznością sprawiły, że do tłumku zgromadzonego przed sceną po występie Draków, szybko dołączały grupki do tej pory spędzające czas na konsumpcji pod parasolami.


Sobotnią część imprezy zamknęli Mechanicy Shanty, tym razem w okrojonym składzie, bo na scenie zabrakło Lecha Klupsia. Mimo braku gitary, dali, jak zwykle z resztą, świetny koncert. Przy okazji Szkot nie oparł się pokusie i napomknął delikatnie o konieczności udania się w niedzielę do urn wyborczych. Oczywiście w ramach zapowiadania piosenki Na dno.


Koncert skończył się około północy, ale pomimo późnej dość pory i dotkliwego chłodu (pod koniec występu Mechaników temperatura spadła do 10 zaledwie stopni), publiczność nie udała się na zasłużony odpoczynek, dopóki nie usłyszała bisa.


Noc upłynęła nam na wspomnianych już baliowych uciechach, a o poranku udałam się na zwiedzanie Term i miasteczka. Jakie wrażenia? Zobaczcie sami na zdjęciach w galerii – ja jestem zachwycona.


Szantowa niedziela rozpoczęła się nieco wcześniej niż poprzedni dzień, bo już chwilę po 16. Pierwszym zespołem, który przyszło nam usłyszeć, były Prawdziwe Perły z Tychów. Perły podzieliły swój występ na dwie części – w pierwszej zaprezentowały się a cappella, natomiast druga oparta została na brzmieniu instrumentalnym. Oczywiście także w drugiej części nie zabrakło wokali, mogliśmy więc usłyszeć wiele utworów zawartych na najnowszym krążku zespołu, Na wygnaniu.


Po Perłach na scenie pojawiła się Hambawenah, której energetyczni wokaliści, Judyta i Grzegorz, wsparci instrumentarium reszty zespołu, poprowadzili nas szlakiem flisaków – przez rzeki Polski aż do samego morza. W tej podróży wraz z flisami zawitaliśmy na wesele, namawialiśmy Juliannę, żeby wyruszyła z nami i zaglądaliśmy za ogród, gdzie Kasinecek pasał byśki. Warta płynąca tuż za sceną nadawała piosenkom śpiewanym przez Hambę odpowiedniego wymiaru i klimatu.


Hambawenah skończyła swój występ i mogliśmy sprawdzić, jaką popularnością cieszy się w Polsce EKT Gdynia – akurat za moimi plecami rozległ się pisk podekscytowanej fanki: „EKT, EKT, nareszcie EKT Gdynia!!” Co prawda głos Janka Wydry nie był w najlepszym stanie po kilku zagranych z rzędu koncertach, ale jak zwykle zespołowi udało się rozgrzać publiczność – już po dwóch czy trzech piosenkach przed sceną pojawił się tłumek skłonny do wspólnej z EKT-owcami zabawy.
Ostatnim numerem zaśpiewanym wspólnie przez wszystkie trzy zespoły było Pożegnanie Liverpoolu, piosenka tradycyjnie śpiewana na all hands.


Muzycy rozjechali się po Polsce, publiczność poszła do domów, scenę na plaży rozebrano.... Co zostało? Cisza, spokój i małe miasteczko, które zaprasza do siebie nie tylko z powodu koncertów, ale przez cały rok, także bez żadnej okazji.



Na koniec krótkie podsumowanie zalet i wad imprezy:


Plusy:
-    świetna lokalizacja – duży, ładnie położony teren, bliskość wody, co nadaje całemu koncertowi odpowiedni klimat
-    dobry dostęp do jedzenia i napojów
-    łatwy dojazd
-    dobra organizacja
-    dobry dobór zespołów


Minusy:
-    obsługa techniczna – akustyk zorientował się, że skrzypce są nieodpowiednio nagłośnione dopiero po interwencji publiczności (a nawet wtedy upierał się, że jest dobrze, dopóki nie wyszedł spod swojego namiotu i nie usłyszał, że nie słychać), a mandoliny w Hambawenah nie było przez większość występu
-    marniutkie oświetlenie sceny – dobre światła naprawdę pięknie podkreślają dramaturgię koncertów, a tu niestety zabrakło tego elementu.



Ogólnie jednak – fajna idea i dobrze zrealizowana. Mam nadzieję w przyszłym roku znowu zawitać do Uniejowa.
 






Nie ma jeszcze żadnego komentarza do tego artykułu. Bądź pierwszy.


UWAGA
Autorzy serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników
w poniższych komentarzach. Komentarze zawierające wulgaryzmy, treści niezgodne z prawem oraz adresy reklamujące inne strony internetowe będą kasowane.

twoje konto

zaloguj się

zarejestruj się

nawigacja

ocean wiedzy

– z wiatrem

– historia

– różności

okiem bosmana

– relacje

– recenzje

kubryk

kalendarz

galeria

radio

- aac 32 kbps

- mp3 128 kbps

szanty24.pl on Facebook


Copyright © 2008-2012 szanty24.pl. Projekt: szanty24.pl Technologia: cyberstudio