szanty24.pl > okiem bosmana > relacje > Od pokładów...
Autor: Joanna "Makenzen" Morawska
11.12.2008, g. 9:25

Niestety obowiązki nie pozwoliły mi uczestniczyć w festiwalu już od piątku 5 grudnia, więc zdołałam się załapać tylko na mniej więcej jedną trzecią z puli mikołajowo-szantowych podarków, ale ten najpiękniejszy z najpiękniejszych i tak trafił w moje… uszy.
Mowa o niedzielnym występie Chóru Kameralnego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w auli tejże uczelni, który wspólnie z Markiem Szurawskim przygotował ponad godzinny program, będący połączeniem koncertu szant z wykładem o realiach życia dawnych marynarzy i towarzyszących ich pracy pieśniach. Zanim jednak opiszę swoje wrażenia z tego wydarzenia, zacznę od sobotniego porannego występu zespołu Klang. Był on przeznaczony dla najmłodszej widowni, a piątka szantymenów z Rzeszowa pokazała, że ma z dziećmi świetny kontakt. Energiczny i tryskający humorem kapitan wesołego statku Sławek Gołąb zabrał młodocianą załogę w fascynujący rejs, którego trasę wyznaczały piosenki o tym wszystkim, co może spotkać załogę na morzu. Było więc o burzach i sztormach, piratach, kapitanie, który ma na wszystko dobrą radę, a na koniec o rozładunku bananów po przybyciu do portu. Ale zanim załoga ruszyła w ten rejs, musiała odbyć przeszkolenie i odpowiedzieć na pytania związane z budową statku, czynnikami wprawiającymi go w ruch i pracującymi na nim ludźmi. Maluchy radziły sobie doskonale, a majtkowie Skowron i Mirek obdarowywali je w nagrodę maskotkami. Żaden załogant zresztą nie opuścił pokładu jednostki bez przydziału, w końcu za ciężką pracę na rejsie należy się wynagrodzenie, nieprawdaż? Należy się również chwila wytchnienia. Tu miała ona formę występu dziecięcego zespołu tanecznego „Rego” ze Zbąszynia.
Scena jeszcze nie zdążyła ostygnąć po szaleństwach z Klangiem i Rego, a już zaczęli się na niej pojawiać jeden po drugim wykonawcy i zespoły biorące udział w przeglądzie konkursowym. Było ich wyjątkowo dużo, bo aż 15.
Część z konkursowiczów może się pochwalić całkiem niezłym stażem scenicznym, np. Marcin Magdziar śpiewał w zespole Poszedłem na Dziób, a Rafał Gołąbowski występował w formacji Watersztagi. Niektóre z biorących udział w konkursie podmioty wykonawcze mają już na koncie sporo sukcesów – np. duet oJ taM z Częstochowy (na zdjęciu), gliwicki zespół dziewczęcy Indygo czy jedenastoletnia solistka Nikola Warda. Ale nie brakowało również debiutantów, takich jak Młode Wyjce z Warszawy czy Pomysły Znalezione w Trawie z Wrocławia. W trakcie przeglądu słuchacze mogli oddawać głosy na ulubionego wykonawcę, który miał później otrzymać nagrodę publiczności. Pozwolę sobie tutaj uczynić małą prywatę i powiedzieć, że miałam dylemat: Rafał Gołąbowski czy The Grogers? Rafał ujął mnie szczególnie sympatycznym „hymnem” na cześć chorzowskiej tawerny Stary Port, w którym to hymnie podmiot liryczny wznosi toast za toastem w różnych intencjach, aż w końcu stan, w jakim się znalazł, sprawia, iż zapomina, czyje zdrowie właśnie pije… Z kolei dzięki The Grogers, którzy wykonali dwie piękne irlandzkie ballady w języku oryginalnym: „School day’s over” i „Fiddler’s green”, przeniosłam się siłą wyobraźni do pubu gdzieś w Dublinie czy Shannon, a wyobraźnia ta wcisnęła mnie między kiwających się do rytmu przy stole gości i wręczyła pokaźny kufel pełen pieniącego się „Guinessa”. Ta wizja zaważyła na ostatecznym wyborze: zagłosowałam na Grogersów.
Jury, któremu przewodniczył Jerzy Porębski, przyznało, że poziom był bardzo wyrównany, szczególnie solistów, którzy „udowodnili, że trzeba niewiele, by skutecznie zaczarować publiczność”, jak to określił przewodniczący. Tak więc wyłonienie tych najlepszych nie było zapewne łatwą sprawą… Ostatecznie werdykt przedstawiał się następująco: pierwsze miejsce zajął oJ taM („za oryginalną autorską twórczość zabierającą nas w długi rejs po horyzont” – tak brzmi treść uzasadnienia), drugie – Marcin Magdziar („za piękne autorskie autentyczne historie, w które czasem można uwierzyć”), a trzecie – Indygo („za babskie brzmienie marynarskich pieśni), który otrzymał również nagrodę publiczności. Wyróżnienia przypadły w udziale Nikoli Wardzie („za głos wróżący udaną podróż przez szantowe sceny”) i Kamilowi Badziochowi („za wskrzeszenie klimatu polskich pokładów sprzed lat”).
Ukoronowaniem soboty – drugiego dnia festiwalu był koncert gwiazd wieczoru: Waldka Mieczkowskiego i przyjaciół, Flash Creep, Gdańskiej Formacji Szantowej oraz Starych Dzwonów. Pierwszy z występów zapewne dostarczył widzom, a w każdym razie mnie, wielu wzruszeń – w wykonaniu Waldka można było usłyszeć nie tylko piosenki żeglarskie, ale także utwory, które mogły wielu gościom przypomnieć klimat harcerskich obozów i biwaków sprzed lat: „Maleńka, nie wolno się żegnać w ten sposób”, „Modlitwa wędrownego grajka” czy „Pamiątka ze spływu” to piosenki, które należą już do „turystycznej” klasyki. W wykonaniu Waldka z pomocą Izy Puklewicz z zespołów Flash Creep i Cztery Refy, Piotra „Picka” Ruszkowskiego z „Mechaników Shanty” czy Mariusza „Mariaszka” Wilke i Mariusza „Kapcia” Kampera ze Słodkiego Całusa od Buby wypadły one wyjątkowo okazale.
Poetycki nastrój wieczoru utrzymała również grupa Flash Creep, która zaprezentowała utwory z wydanej w tym roku płyty „Sen”: kompozycje własne, piosenki oparte o utwory tradycyjne oraz dzieła Janusza Sikorskiego. Izę i Maćka wspomagali na scenie gitarzysta Czarek Sztendel i mandolinista Piotr Ruszkowski, a także Mariusz Wilke, który na płycie przyłożył ręki tudzież gitary elektrycznej do pieśni „Dziwny skrzypek”, a tym razem wykonał w tym utworze partię gitary basowej.
Najbardziej oczekiwanym występem tego wieczoru był recital Gdańskiej Formacji Szantowej, ostatni poza jej rodzinnym miastem. Zespół ten ma w sobie coś, co nie pozwala usiedzieć w jednym miejscu, toteż co poniektórzy z widzów poderwali się z miejsc i ruszyli do tańca. „Cztery zegary”, „Irlandka”, „Moje miasto ma oczy zielone” czy „Regulus” – to piosenki, które są kwintesencją wykonawczego kunsztu GFS.
Przysłowiową „wisienką na torcie” były natomiast Stare Dzwony, które w komplecie (Jerzy Porębski, Andrzej Korycki, Marek Szurawski, Ryszard Muzaj) stanowią nie tylko doborowe towarzystwo, bawiące się tym, co robi, lecz doskonale uzupełniającą się układankę – każdy z osobna i wszyscy razem brzmią jednakowo smakowicie. Wśród zaprezentowanych przez zespół utworów opartych o historie znane z autopsji i żeglarskich ballad nie mogło zabraknąć słynnej „Kei”, która, śpiewana przez Jerzego Porębskiego, nie ma prawa się znudzić.
Wprawdzie Stare Dzwony oficjalnie zamknęły drugi dzień Szanta Clausa, nie był to jednak koniec, o, nie! Festiwalowe granie, podobnie jak w piątek, przeniosło się z szacownych murów Zamku do rozbujanej tawerny, w którą zamieniły się podziemia restauracji „Sphinx” na Starym Rynku i trwało chyba do czwartej nad ranem.
Chyba, gdyż zmęczenie po całym dniu wrażeń zaważyło na mojej decyzji udania się na spoczynek, żeby następnego dnia być na tyle przytomną, bym mogła maksymalnie nacieszyć się rarytasem przygotowanym na zakończenie trzydniowego festiwalu. A był nim wspomniany na początku koncert Chóru Uniwersytetu Adama Mickiewicza pod dyrekcją Krzysztofa Szydzisza z towarzyszeniem Markiem Szurawskiego, zatytułowany: Pieśni morza „Muzyka dawnego pokładu”. W klimatycznej scenerii auli uczelni zabrzmiały m.in. takie utwory jak „Razem bracia do lin”, „The drunken sailor”, „Corner Sally”, „Naprzyj na wiosło” czy „North West Passage”. Największe wrażenie jednak na mnie wywarła „Shenandoah”, wykonana wprost perfekcyjnie. A wszystko to było przeplatane opowieściami Marka Szurawskiego o tym, co jest treścią prezentowanych przez chór kompozycji.
Wielka szkoda, że chóry praktycznie w ogóle nie biorą na warsztat pieśni, które, przerobione z prostych, szorstkich zaśpiewów wyznaczających niegdyś rytm pracy na pokładach żaglowców na harmonię anielskich głosów, zyskują nowy, niemal nieznany polskim słuchaczom blask i pozwalają im doznać czegoś metafizycznego. Miejmy nadzieję, że Chór UAM przetrze szlaki takiej formie wykonywania szant i spopularyzuje ją, bo naprawdę warto.
W galerii (fot. Joanna Morawska): 1 - Flash Creep, 2,3 - Waldek Mieczkowski, 4 - Pomysły znalezione w trawie
Nie ma jeszcze żadnego komentarza do tego artykułu. Bądź pierwszy.
Z serca Częstochowy - koncert charytatywny 05.12.2011 16:31Inicjatywa zorganizowania charytatywnego koncertu wyszła od muzyków...
Port Pieśni Pracy okiem binabik-a (2011-08) 22.09.2011 2:54„Widzę w Twoich oczach strach, powiedz czy to jeszcze miłość...