Między wachtami, w kubryku
(sobota na Shanties)
Autor: Bartosz "Bongos" Konopka

Przed chwilą zakończył się koncert zatytułowany "Między wachtami". Piszemy w przerwie pomiędzy koncertami, więc wybaczcie mniej rozbudowaną relację.
Do kubryku zabrał słuchaczy Jurek Oazist. Koncert rozpoczął się występem grupy
Pod Wiatr będącej laureatem tegorocznego konkursu. Następnie na scenę wyszli muzycy zespołu
Flash Creep. Zaprezentowali piosenki ze swojej najnowszej płyty, której premiera miała miejsce podczas festiwalu. Na uwagę zasługują dwa kolejne zespoły, które podczas występów przedstawiły dwie premiery.
Sąsiedzi zaśpiewali piosenkę pt. "Korsarze Republiki", a częstochowski
Drake - "Docelowy port". Obydwa koncerty uważam za warte odnotowania.
Tonam & Synowie po raz kolejny zaprezentowali swój program nastawiony na "porwanie publiczności". O ile we wczorajszym koncercie "Statki na niebie", utrzymanym w luźnej konwencji, piosenki Klenczona, Krawczyka, czy tez Samba w Przechyłach brzmiały dobrze, o tyle, jak dla mnie, śpiewanie tego na koncercie pieśni kubryku, delikatnie mówiąc, nie wydało się stosowne. Odebrałem ten występ jako "Publicity za wszelka cenę". Szkoda, bo w repertuarze mają wiele piosenek, które doskonale uzupełniły by klimat.
Mechanicy Shanty w pierwszym występie na tegorocznym festiwalu porwali publiczność już pierwszymi zagranymi dźwiękami. Po nich zagrały niezwykle zasłużone dla polskiej sceny szantowej
Cztery Refy. W swoim koncercie doskonale oddali klimat kubryku na starych żaglowcach. Ostatnim podmiotem wykonawczym spektaklu były
Ryczące Dwudziestki. O szanownych jubilatach napiszemy więcej jutro.
Za chwilę kolejna część Shanties - "Na morzu, w sztormie, z wiatrem i pod wiatr". Pozwolicie, że zdjęcia w galerii pojawią się jutro. Czas na małą kawę i podładowanie akumulatorów.