szanty24.pl > okiem bosmana > relacje > Jubilat...
Autor: Joanna "Lorka" Tomczak
01.03.2009, g. 0:09

Tuż po zmaganiach konkursowych przyszedł czas na pierwszy sobotni koncert. Jak wywnioskować można z tytułu niniejszego artykułu, była to kontynuacja rozpoczętych tydzień temu obchodów jubileuszu 70-tych urodzin Jurka Porębskiego. Formuła koncertu była bardzo podobna do krakowskiego – na scenie, w bujanym fotelu zasiadł solenizant, żeby wysłuchać piosenek przygotowanych dla niego przez kolegów szantowców oraz odebrać z ich rąk skrzętnie przygotowane i głęboko przemyślane podarki (znowu głównie w postaci aquavitalnej).
I tak pierwszym, który pojawił się na scenie zaproszony przez Marka Szurawskiego, był Mirek Koval Kowalewski, tym razem solo. Znów były piosenki anielskie, czyli "A mój anioł ma..." i "Aniele mój". Zaraz po nim serenady Porębie śpiewał Henryk Szkot Czekała wspomagany przez Michała Miśka Karczewskiego. I tym razem usłyszeliśmy "Starego dziadka", przy którym jubilat (na zdjęciu) zdecydował się opuścić swój bujak i odegrać solówkę na trąbce.
Jurek Porębski wspomniał, że zarówno on jak i Szkot pochodzą z Bytomia, co sprowokowało panów do wymiany tradycyjnych śląskich piosenek o tym jak jeden jechoł do Gliwic, a drugiemu libsta kozała legnąć sie na szezlongu.
Po duecie na scenę wstąpiło trio, czyli zespół Betty Blue. Życzyli między innymi „Jurku, Jurku graj nam jeszcze sto lat albo i ze dwieście” w specjalnie napisanej na tę okazję piosence. Tuż po nich zaśpiewał Waldek Mieczkowski i przy okazji pierwszej piosenki, "Sztorm przy Georgii", panowie pogadali sobie z jak dwaj doświadczeni żeglarze o górach lodowych, gradzie i deszczu. Wraz z kapitanem Mieczkowskim piosenki urodzinowe grał Krzysztof z EKT Gdynia, więc kiedy Waldek opuszczał scenę, on mógł na niej pozostać i zaczekać na kolegów z macierzystej formacji, żeby także z nimi poczcić Porębę grając mu jego własną "Keję".
Ten zemścił się natychmiast śpiewając im "Morze moje morze". Cóż im pozostało? Życzyli wszystkim, żeby nie sprzedawali swych marzeń i ustąpili miejsca Romkowi Roczeniowi i jego akompaniatorowi. Po nich na scenę weszli Andrzej Korycki z Dominiką Żukowską i krasnalem, stanowiącym część prezentu dla jubilata. Krasnal, według Andrzeja, jako żywo przypomina Marka Szurawskiego, co ten ostatni skwitował konstatacją, że kolejna jego rozmowa z Koryckim zacznie się od słowa „żegnaj”.
Po balladach i romansach pojawiła się reszta Starych Dzwonów i nalegali na nas: „policz kto ma już skończone w maju lat 63”. Ale to nie 63, lecz dostojne 70, które znowu ciałami boskiemi swemi zademonstrowali nam wykonawcy. Jeszcze gromkie STO LAT rozbrzmiało setką gardeł publiczności i Jerzy Porębski, wraz ze swym fotelem, powędrował do fanów aby i od nich osobiście gratulacje i życzenia odbierać.
Fot. Ula Kapała
Nie ma jeszcze żadnego komentarza do tego artykułu. Bądź pierwszy.
Z serca Częstochowy - koncert charytatywny 05.12.2011 16:31Inicjatywa zorganizowania charytatywnego koncertu wyszła od muzyków...
Port Pieśni Pracy okiem binabik-a (2011-08) 22.09.2011 2:54„Widzę w Twoich oczach strach, powiedz czy to jeszcze miłość...