szanty24.pl > okiem bosmana > relacje > Internacjonalizm...
Autor: Łukasz 'Scovron' Skowroński
15.10.2010, g. 14:29

Rzeszowskie Dni Kultury Marynistycznej dotychczas BYWAŁY międzynarodowe, choć była to międzynarodowość w ujęciu tradycyjnym, zasadzającym się na odwiedzaniu Podkarpacia przez zagranicę. XIV edycja DKM postanowiła wyrwać się z tego schematu i zaanektowała dla potrzeb krzewienia kultury morskiej królewskie miasto Lwów, które wbrew temu co mówią niektórzy, jest miastem ukraińskim.
Lwowska część Dni Kultury Marynistycznej rozpoczęła się od koncertu w popularnym klubie „Picasso”. Dobór wykonawców polskich stanowił tyleż nieprzypadkowy, co znakomity przegląd trzech znaczących nurtów pieśni o morzu funkcjonujących na naszym rynku. Ryszard Muzaj z Markiem Szurawskim zaprezentowali żelazną klasykę, największy aplauz wzbudzając brawurowym pokazem instruktażowym, unaoczniającym potomkom kozaków co można zrobić z łyżkami po zakończonym obiedzie. „Atlantyda” (nawiasem mówiąc – miło widzieć ich w tak doskonałej formie) pokazała mieszkańcom Lwowa dlaczego na stanie każdego szanującego się żaglowca powinien znajdować się przynajmniej jeden kontrabas. Zaś pełniący honory gospodarza DKM-u zespół Klang zdawał się być zaszczycony dziejącą się na bieżąco historią, na którą to okoliczność a’capella chłopaki zaśpiewali świetnie – zwłaszcza ja.
O tym, że sztuka śpiewania na głosy nie ginie wraz z przekroczeniem Sanu przekonał wszystkich zespół „Czarny Ostrów”, który na przemian wzruszał sercszczipitielnymi dumkami i podrywał z miejsc surowymi, soczystymi pieśniami o pracy (i o tęsknocie zapewne, choć głowy sobie za to nie dam uciąć. Moja znajomość ukraińskiego kończy się na „Ty horyłko myła, sztosty z mene porobyła”). Miejsce „Czarnego Ostrowa” na scenie zajął nasz gospodarz – skrzypek Oleg, który swoim recitalem dopisał kolejny rozdział do dzieła „Instrumenty smyczkowe na pokładach starych żaglowców”.
Kontynuacją obchodów Dni Kultury Marynistycznej na tym trochę dalszym wschodzi był bankiet, w trakcie którego mogliśmy się przekonać, że miłość do żeglowania i opowiadania o morzu jest emocją absolutnie eksterytorialną, nie znającą pojęcia granic, wiz i paszportów.
Od niedzieli możemy z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że DKM jest imprezą międzynarodową w każdym możliwym znaczeniu. Należy żywić nadzieję, że szanty nad Pełtwią rozbrzmiewać będą odtąd regularnie, a opowieści o żaglach i wodzie smakować będą co najmniej tak dobrze, jak pierogi z baraniną na lwowskim rynku.
Foto: Piotr Bułas
Nie ma jeszcze żadnego komentarza do tego artykułu. Bądź pierwszy.
Z serca Częstochowy - koncert charytatywny 05.12.2011 16:31Inicjatywa zorganizowania charytatywnego koncertu wyszła od muzyków...
Port Pieśni Pracy okiem binabik-a (2011-08) 22.09.2011 2:54„Widzę w Twoich oczach strach, powiedz czy to jeszcze miłość...