szanty24.pl > okiem bosmana > relacje > Festiwal z Dystansem
Autor: Aleksandra 'Pola' Jędrzejec
20.08.2011, g. 14:20

Dla niektórych XIV Festiwal Piosenki Żeglarskiej Charzykowy 2011 rozpoczął się już w czwartek, późnym wieczorem. Dopiero uczestnicząc w przygotowaniach okołoscenicznych, obejmujących rozstawianie niezmiernej ilości lamp, statywów, odsłuchów splatanych ogromem kabli człowiek zdaje sobie sprawę, jakim przedsięwzięciem jest organizacja tak dużej imprezy. Z tego miejsca pragnę gorąco pozdrowić wszystkich miłych Panów, którzy dla naszej przyjemności wizualnej i audytywnej walczyli z materią do wczesnych godzin porannych dnia kolejnego, czyli piątku. Dystans- … bo rozłożyć trza a spać tylko można ;)
Przed rozpoczęciem prób mikrofonowych odbyło się tradycyjne spotkanie zespołów konkursowych ze Zdystansowanym Jury (Agnieszka Krajewska – przewodnicząca, Renata Łatacz, Michał Smoliński, Paweł Aleksanderek, Ireneusz Herisz i Błażej Rosiński), objaśnienie zasad gry i przedstawienie „przeciwników”. Czas prób – sprawnych, profesjonalnych i miłych dla ucha upłynął niemalże niezauważalnie. I tak oto dochodzimy do sedna sprawy, czyli pierwszego dnia tegorocznych spotkań w Charzykach. Jak zwykle formuła konkursu opiera się na sprytnej przeplatance młodzików i wyjadaczy scenicznych.
Na pierwszy ogień idą Majtki Bosmana- regularny boysband z Wałcza. Jak sami się określają: „wykonują szantę kabaretową czyli tzw. kabaszantę lub szantaret i zamieniają stare dobre na nowe, inne”. I faktycznie- znane od lat PMRy dzięki Majtkom usłyszeć można było w zupełnie zaskakujących aranżacjach: z grzebieniem, kastanietami i układami choreograficznymi w tle.
Następny wykonawca to zespół Ratuj się kto moRZe z Łodzi. Tu prym wokalny wiedzie piękna, młoda dama a towarzyszą jej panowie instrumentaliści i koleżanka skrzypaczka (nie mylić ze Skrzypaczką). Ratatuje zaprezentowały kilka autorskich numerów, m.in.: „Tancerkę gibką” i „Dobrze jest”. I było dobrze.
Nadchodzi czas na pierwszego wyjadacza czyli Znienacka Projekt z najsłynniejszym Wypłoszem ze wszystkich znanych mi Wypłoszów. Kto miał okazję, choć raz usłyszeć Znienacków temu tłumaczyć nie trzeba na czym polega siła tego zespołu – genialna konferansjerka, teksty Sławomira o miłości i przejmująca muzyka robią swoje. Przemyśleniom Państwa pozostawiam słowa, zasłyszane przeze mnie pod sceną: „ O, Wypłosz znów wykorzystał na scenie kaczkę”.
I oto na estradę wkraczają młodzi gniewni. Naprawdę młodzi i dość gniewnie prezentujący/ce się Trzy Maszty to formacja z Torunia, która przed publikę wkroczyła zdecydowanych krokiem. Panowie pokazali kawał dobrej, rytmicznej muzy, której nie oparli się nawet najmłodsi uczestnicy festiwalu a szczególna uwagę wzbudziła ballada pt. „Grenlandia”. Ale o tym później.
Dla równowagi po Trzymasztowej perkusji wybijającej rytm niejednego serca, miejsce na scenie zajęła Aura Mesy – laureaci zeszłorocznych zmagań w Charzykach. Nastrojowo, balladowo… Przemkowo po prostu. W trakcie występu Aury zawiodła nas trochę… aura – z okazji drobnych acz regularnych opadów deszczu występ na chwilę przerwano w celu ratowanie sprzętu muzycznego. Dystans - … bo pada a mogłoby nie padać
Po krótkiej przerwie oczom naszym ukazuje się chyba najmłodszy podmiot wykonawczy konkursu, czyli solistka – Nikola Warda. Trzeba Młodej przyznać, że głos i aparycję (zwłaszcza w tych pięknych barwnych światełkach) ma świetną, a bądź co bądź: duża scena, gitara i mikrofon to warunki, w których nie każda młoda kobieta dałaby sobie radę.
Oczarowanych Nikolą z zasłuchania z przytupem wyrywa – wręcz z butów! – wrocławska Orkiestra Samanta. Ten zestaw muzyczny to istny żywioł, a Emolka – żywy ogień sceniczny. Jednak, jak na zdjęciach udowodniono, Alex nie pozostaje jej dłużny – ma nie tylko wielką siłę przebicia ale i odbicia – w sensie skoczności oczywiście. I tu mój osobisty dystans - … bo też bym tak chciała a nie potrafię.
Chwilę później na scenie montuje kolejny konkursowicz, tym razem z Częstochowy, od jakiegoś czasu kwartet o wdzięcznej nazwie oJ taM. Zespól, w którego skład wchodzą aż dwie pary smyczków, obsługiwanych przez dwie urocze skrzypaczki (w tym jedną Skrzypaczkę) musi robić wrażenie. I robi. Dla mnie szczególnie ważny jest fakt, że oJtaMy prezentują w 100 % swój autorski repertuar. Szacun, drodzy Państwo !
Kolejna gwiazda wieczoru to Zejman. Publiczność szaleje, Koval czaruje, scena rozbłyska czyli jak zwykle – kawał dobrej roboty. Prorodzinna postawa Mirka, który zachęcał do „szybkiej produkcji uczestników sobotniego koncertu dziecięcego” pewno niejednemu słuchaczowi przypadła do gustu bo radość z tej, jakże dobrej, rady była oszałamiająca :)
Jako ostatnia w konkursie wystąpiła Marta Śliwa. I znów kobieca siła ukazała się w pełnej krasie. Niestety – nie na długo. Z powodów zupełnie nieznanych nikomu prąd umarł był mniej więcej w połowie występu. Niezrażona jednak brakiem nagłośnienia Marta wyszła przed mikrofon i a capella zaśpiewała „Hej żeglujże żeglarzu”. Stałam jakiś metr od niej, pod samą sceną i uwierzcie – ciary mnie przeszły. Takie konkretne…
Okoliczności, co do których należy wykazać się ogromnym dystansem, uniemożliwiły występ Strefy Mocnych Wiatrów. Kompletnie. Wszyscy byliśmy zawiedzeni, ale cóż było robić… pozostało jeno ponarzekać przy trzaskającym ogniu, w czasie uroczego ogniska integracyjnego, które jak zwykle zapewnili Organizatorzy. Dystans nie poszedł z nami, udał się na spoczynek, by zebrać siły na kolejny, ciężki dzień …
PS. Gwoli wyjaśnienia – brak wzmianki o zespołach: Ciągle Na Fali i Shantażyści nie jest wynikiem mojej demencji lecz faktu, iż wyżej wymienione nie wystąpiły.
Nie ma jeszcze żadnego komentarza do tego artykułu. Bądź pierwszy.
Z serca Częstochowy - koncert charytatywny 05.12.2011 16:31Inicjatywa zorganizowania charytatywnego koncertu wyszła od muzyków...
Port Pieśni Pracy okiem binabik-a (2011-08) 22.09.2011 2:54„Widzę w Twoich oczach strach, powiedz czy to jeszcze miłość...