szanty24.pl > okiem bosmana > recenzje > Karol Olgierd...
Autor: Joanna "Lorka" Tomczak

Jest to zbiór. Zdecydowanie zbiór… tylko czego? Reportaży, wspomnień, opowiadań? Chyba wszystkiego po trochu. Autor porusza najróżniejsze tematy, lecz wszystkie związane są z życiem ludzi morza, niekoniecznie na wodzie, bo i w portach, i w szkole morskiej, i w „suchym doku”, jak pisarz nazywa szpitale i sanatoria. Tytuł „Kolebka nawigatorów” ma trojakie znaczenie: uczelnia, której sam Borchardt był słuchaczem, czyli Szkoła Morska w Tczewie, żaglowiec szkoleniowy Lwów i polska flota w pierwszym okresie swojego istnienia.
Szkoła morska
Sylwetki twórców i wykładowców, ich pokrótce opowiedziane dzieje przedstawione są z widocznym nawet teraz sentymentem, szacunkiem i estymą. Postacie kolegów ze szkolnej ławy, których barwny korowód przewija się przez kartki tej książki wydają się być nierzeczywiste – rzadko chyba można dzisiaj spotkać takich ludzi jak Pigłu (proszę szybko powtarzać to przezwisko) czy Ojciec Kosko. A samozaparcie tych, dzięki którym szkoła powstała jest naprawdę godne podziwu. Sam opis stanu budynku przeznaczonego na placówkę budzi przerażenie (we mnie, współczesnym nauczycielu) – puste ściany i słoma na podłodze tam gdzie za kilka miesięcy mieli rozpocząć naukę kandydaci na nawigatorów, i mechaników. Wszystko to nie stanowiło jednak przeszkody dla ludzi, którzy wymarzyli sobie Polskę korzystającą wreszcie w pełni z dostępu do morza – i dopięli swego. Dzięki nim powstała i przetrwała szkoła, a Polacy wypłynęli na szerokie wody.
Lwów
Cała historia – od zwodowania w stoczni Birkenhead fregaty o nazwie Chinsura, poprzez zmiany nazwy na Lucco i Nest oraz ożaglenia na bark, zakup przez polski Departament Spraw Morskich, przemianowanie na Lwów, służbę jako statek szkoleniowy, aż do… No właśnie, tu najlepiej zacytować autora: „Swą pracę wychowawczą pełnił Lwów przez dziesięć lat. Z uczniami na pokładzie przebył 63 166 mil morskich. Zawijał do portów mórz: Bałtyckiego, Śródziemnego i Czarnego oraz na wyspy Oceanu Atlantyckiego. Dał Polsce 100 nawigatorów. W lipcu 1930 roku Lwów został zastąpiony fregatą Dar Pomorza i przekazany marynarce wojennej, w której po zdjęciu takielunku pełnił funkcję hulku mieszkalnego dla załóg okrętów podwodnych. W czasie drugiej wojny światowej został przez Niemców pocięty na złom.”
Pierwszy chrzest morski na polskim statku, prace ulubione i znienawidzone przez marynarzy, dążenie aby stać się „człowiekiem”, nie tylko kandydatem – wszystko to znajduje odbicie w opowiadaniach „z życia Lwowa”.
Początki polskiej floty
Borchardt opowiada dzieje związków Polski z morzem począwszy od powołania floty kaperskiej w 1517 roku aż do czasów mu współczesnych. Co ciekawe udowadnia, że „myśl marynistyczna” korzenie swe ma w powiecie oszmiańskim na terenie obecnej Białorusi. Przywołuje również sylwetki kapitanów służących na naszych statkach, a swą książkę dedykuje admirałowi Kazimierzowi Porębskiemu, twórcy polskiej marynarki wojennej i handlowej, który walnie przyczynił się do budowy portu w Gdyni.
Naprawdę „Kolebkę nawigatorów” warto zdobyć i przeczytać, bo oprócz materiału faktograficznego, podanego w przystępny, często zabawny sposób, niesie ze sobą też przesłanie, że marzenia, nawet najbardziej nierealne, da się zrealizować a ambicja, ta zdrowa ambicja, tylko w tym pomaga.
Szkoda tylko, że nakład już się wyczerpał…