Kraków popłynął w rejs - (czwartek na Shanties)
Autor: Bartosz "Bongos" Konopka

21.02.2008 rozpoczął się XXVII Międzynarodowy Festiwal Piosenki Żeglarskiej Shanties. Popularność tego wydarzenia sprawia, iż od pierwszych minut każdego z koncertów Rotunda wypełnia się po brzegi. Tak też było i tym razem. Kiedy przekraczałem bramkę trwały konsultacje czy względy bezpieczeństwa pozwalają jeszcze na sprzedaż kilku biletów oczekującym przed budynkiem miłośnikom piosenki żeglarskiej.
Aby tradycji stało się zadość festiwal rozpoczęły Stare Dzwony. Tradycji jakby nie było tak starej, że na pytanie zadane ze sceny – kto był na pierwszym festiwalu Shanties podała głośna odpowiedź – STARE DZWONY !!! Po Dzwonach zrobiło się niebiesko dzięki błękitno-niebieskiej formacji Betty Blue z Wrocławia. Należy podkreślić, że był to pierwszy z trzech zespołów nominowanych w ramach przeglądu konkursowego do występu na festiwalu. Gdańska Formacja Szantowa. To kolejny band goszczący na deskach krakowskiej Rotundy. Porwali swoim występem całą publiczność. Naprawdę świetny występ. Tonam & Synowie. Tym razem bez brokatu. W ponad godzinnym koncercie znalazło się wiele utworów będących szlagierami Tonamów. Publiczność rozgrzana Przechyłami w rytmie samby, 10 w skali Beauforta czy In The Jungle (The Lion Sleeps Tonight) nie chciała wypuścić chłopaków ze sceny, co przy wsparciu konferansjera zakończyło się bisem. Grzegorz Tyszkiewicz złagodził nieco klimat. Racząc słuchaczy swym głosem i akompaniamentem gitary pozwolił wszystkim przenieść się w zupełnie inny świat. Na koniec występu bez wielkiego show zdobył serce publiczności wykonaniem acapella North West Passage. Cudownie.
Po bisującym Grzegorzu na scenę wkroczyli po raz kolejny Panowie ze Starych Dzwonów. Tym razem z mniej wyraźnymi minami. Tak nieco pod pantoflem. I rzeczywiście dobrze się stało, że powstrzymywali swą żeglarską naturę, gdyż za nimi na scenę wkroczyły pewnym krokiem i z werwą Stare Dzwonnice. Formacja, która powstała w wyniku miłości, tej prawdziwej, jak i platonicznej do Starych Dzwonów. Cztery Panie w wiankach na głowie przedstawiły swoją percepcję „szantowania”. Percepcję kobiet, żon i ... zawadiaczek. Wielka dawka humoru, doskonała muzyczna oprawa (Stare Dzwony), doskonałe teksty przy których publiczność „boki zrywała”. Ubawiłem się niezmiernie.
Kiedy Stare Dzwonnice opuszczały scenę żegnały się ze swoimi mężczyznami chlebem i dzwonem, a z dyrektorem festiwalu chlebem i żaglowcem – zobaczcie na zdjęciach.
Koncert zakończył się występem Starych Dzwonów, którzy zwieńczyli pierwszy dzień festiwalu All Hands On Deck. Bardzo udany początek festiwalu.
Już niedługo pierwszy koncert dla dzieci. Oczekujcie relacji.
foto: Bartosz "Bongos" Konopka