Znienacka wygrało, znienacka lunęło
(patronat szanty24.pl)

To była fantastyczna impreza. Przez pierwsze kilka godzin. Leniwie przyświecało słoneczko, włosy targał lekki wiaterek, ze sceny płynęły przyjemne dźwięki żeglarskiej muzyki. Jak się okazało - miłe złego początki...
Konkurs zrelacjonowaliśmy
tutaj. Siłą rzeczy, pisząc relację na żywo nie byliśmy w stanie podać laureatów - czynimy to niniejszym. Pierwsze miejsce, rewelacyjnie dysponowani Znienacka Projekt, za nimi Może i My oraz dziewczęta i męskie rodzynki z grupy Happy Crew. Konferansjerka Bartka Kiszczaka zwanego Wypłoszem wbijała w nadjeziorny piach. Podobnie jak teksty Sławka i skrzypce Ani. Nagroda ze wszech miar uzasadniona.
Nie dane jednak było nam cieszyć się występami "gwiazd". Kiedy na scenę wchodzili polscy Irlandczycy z grupy Stonehenge, jezioro już zasnuwało się ciężkimi chmurami. A potem, przy czwartym utworze, zaczął się armageddon. Koncert przerwano w ostatniej chwili. Wściekły wiatr, zmieszany z deszczem, uderzył w namioty, w ludzi, w scenę. Ze wszystkich sił trzymaliśmy zadaszenie stanowiska akustyka, broniąc go przed potokami deszczu. Widzieliśmy jak uderzona nagłym podmuchem scena uniosła się parę centymetrów nad ziemią. I to mimo, że na jej deskach uwijali się jak w ukropie pracownicy techniczni i zabezpieczający sprzęt strażacy. Na szczęście opadła. Na szczęście sie nie przewróciła.
Po burzy, na scenie ogłoszono werdykt jury. Zbici w gromadę artyści śpiewali szanty. Bez prądu, bez nagłośnienia, na kilkadziesiąt głosów. Jak za dawnych lat.
Imprezę kończyliśmy w hotelu. Tam swoje minikoncerty zagrali Orkiestra Samanta, laureaci oraz Perły i Łotry.