szanty24.pl > ocean wiedzy > z wiatrem > archiwum > Po Krakowie, przed...
Autor: J. Tomczak, M. Gramatyka
25.02.2009, g. 13:11

Bilety wyprzedane, karnety nie do dostania, sala festiwalowa wypełniona po brzegi, a za sceną nerwówka – żeby wszystko się udało, żeby nikt nie zawalił. Osiem dużych koncertów w Rotundzie i szereg mniejszych w Starych Portach – bo przecież w tym roku po raz pierwszy zespoły grały zarówno w Krakowie jak i w Chorzowie – wszystko to musieli ogarnąć dyrektor festiwalu Krzysztof Bobrowicz, Agnieszka Krajewska, szefowa grupy Program i ich pomocnicy z tejże grupy. Dwadzieścia siedem podmiotów wykonawczych przez cztery dni pojawiało się na scenie w różnych konfiguracjach, o czym na bieżąco informowaliśmy zarówno my, jak i zaprzyjaźniony portal szantymaniak.pl.
Ale Shanties to nie tylko koncerty. To także, a może przede wszystkim, okazja do spotkań z ludźmi nie widzianymi czasami przez cały rok, do wspólnych śpiewów zarówno na sali jak i w kuluarach, ale też do podniesienia swoich kwalifikacji na dwóch, co najmniej, płaszczyznach.
Płaszczyzna pierwsza – dla wszystkich
Już od czwartku aż do niedzieli w dolnej części Rotundy rozstawione było stoisko z makramą, przy którym można było uczestniczyć w warsztatach takielarskich prowadzonych przez Andrzeja Bebika Bernata i Marcina Takilera Oględzkiego oraz dwie córeczki tego ostatniego. Niewykluczone, że to właśnie te młode (około dwunastoletnie) damy i ich umiejętności wyplatania najróżniejszych cudeniek z linki przyciągnęły wielu uczestników warsztatów.
Płaszczyzna druga – dla wybranych
W sobotę i niedzielę w Starym Porcie odbyły się warsztaty skrzypcowe zorganizowane przez Festiwal Shanties oraz projekt Folk w Krakowie, a poprowadzone przez gościa festiwalu, Simona Spaldinga. Podczas dwudniowych warsztatów uczestnicy poznali charakterystykę tradycyjnej gry na skrzypcach wybranych rejonów Północnej Ameryki, Irlandii, Szkocji, Szwecji, oraz Cajunów (francuskojęzycznych osadników z Louisiany). Simon mówił też dużo o historii tej muzyki i przygotowywał swych uczniów do wspólnego występu, który odbył się w czasie niedzielnego koncertu finałowego. Wzięło w nim udział 10 z 16 uczestników warsztatów, a wsparł ich dodatkowo Zito Barrett, skrzypek zespołu Les Dieses, który nieomal w ostatnim momencie postanowił wystąpić wraz z nimi i zapamiętale ćwiczył za kulisami.
Uczestnicy festiwalu mogli również podziwiać obrazy marynistyczne Karola Bondarenki i grafiki Macieja Busia a także odwiedzić kiermasz żeglarski, gdzie prezentowano bogatą ofertę czarterów zarówno krajowych jak i zagranicznych. Natomiast organizatorzy festiwali szantowych mieli okazję porozmawiać we własnym gronie, żeby ustalić plan pracy na bieżący rok. Mamy nadzieję, że takie spotkania będą owocowały kolejnymi imprezami o klimacie i magii tegorocznego Shanties.
Joanna "Lorka" Tomczak
Podobała mi się atmosfera. Widać, że szanty klasyczne znów są w natarciu. Cztery Refy, Qftry, Stare Dzwony czy "praca u podstaw" Simona Spaldinga, znamionuje rosnacy szacunek organizatorów i publiczności dla starego, dobrego folku mórz i oceanów.
Podobało mi się obsypanie nagrodami Qftrów. Od lat trzymają niebotycznie wysoki poziom, gdziekolwiek się pojawią zbieraja zasłużone brawa. Dobrze, że jury krakowskiego festiwalu potwierdziło klasę szczecińskiego zespołu. Wielkie brawa za odważną decyzję.
Podobała mi się organizacja - przemyślane wygospodarowanie na dole miejsca dla towarzyskich spotkań, transmisja w chorzowskim Starym Porcie, punktualność koncertów. To robi wrażenie. Festiwalowe koszulki mogłyby być wprawdzie ładniejsze - po raz pierwszy od lat nie kupiłem żadnej dla siebie. Ale to kwestia gustu.
Podobała mi się "nutka szaleństwa" obecna na festiwalu. Grenlandzcy Wielorybnicy (na zdjęciu) z łomotem udowadniający, że punk to nie jest bułka z masłem, beat box Marcinka słyszalny prawdopodobnie nawet w okolicach Kopca Kościuszki. Miłe "zabiegi konserwujące". I potrzebne.
Podobało mi się, że nikt się nie spieszył. Porozmawiałem z dawno niewidzianymi kolegami z innych zespołów. Za kulisami było równie przyjemnie co przed sceną. Jak za dawnych, dobrych czasów.
A nie podobało mi się "zarżnięcie" finałowego All Hands - też przez Marcinka. Wstyd mi było, gdy w obecności zagranicznych gwiazd naszej muzyki brzydkim "umpa umpa" zabito piękno "Pożegnania Liverpoolu". I żal mi było Jurka Ozaista, który chcąc nie chcąc musiał tę piosenkę zaśpiewać - ze zwrotki na zwrotkę szybciej.
Za to co mi się nie podobało, odpowiedzialni jesteśmy wyłącznie my - wykonawcy. Organizatorom chwała. Do zobaczenia za rok!
Michał Gramatyka
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
01. 19:57, 25.02.2009
Dodał: Dziadek Władek (napisanych komentarzy: 701)
02. 16:58, 25.02.2009
Dodał: Michal Gramatyka (napisanych komentarzy: 11)
03. 15:11, 25.02.2009
Dodał: ojerzy (napisanych komentarzy: 8)
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >