Niewytłumaczalna magia "Szantisa"

Szantis, Szantisa, Szantisowi... takie śliczne i makaroniczne wywijasy gramatyczne słyszałam niedawno i bardzo mnie one ucieszyły. Świadczą bowiem o zakorzenieniu się festiwalu na naszym gruncie – albo może w sercach? Duszach i umysłach?
Tak, tak, umysłach, bowiem ruch szantowy jest w dużej mierze ruchem umysłowym, który może nie polega na odkrywaniu nowych Ameryk, ale z pewnością na zdobywaniu wiedzy i poszerzaniu horyzontów. Bardzo mnie śmieszą (kiedyś złościli, ale z wiekiem wzrasta mi współczynnik tolerancji) ludzie, którzy twierdzą, że szanty to nudne i prymitywne śpiewki. Są to zapewne osobnicy, którzy nigdy nie czytali książek o żeglarzach, kliprach i piratach, nie słyszeli o Wyspie Skarbów i kapitanie Bloodzie, nie mieli pojęcia, co robią polarnicy poza tym, że marzną. Jeżeli znaleźli się na jakimś pokładzie, to był to prom albo wypasiony jacht (z obsługą) wypełniony po brzegi piwem lub koniakiem, zależnie od statusu właściciela. No i na zdrowie. Na różnych spotkaniach z czytelnikami moich powieści, niemal zawsze usiłuję opowiadać o szantach i tłumaczyć, na czym rzecz polega. Wiele razy spotkałam się ze zdziwieniem.
Tu, w Krakowie, w Rotundzie na „Szantisie” wszyscy wiedzą, o co chodzi. Nawet jeśli sami nie pływali, to czytali, interesowali się i z pewnością dysponują wyobraźnią. Publiczność „szantisowa” nie jest zwykłą publicznością koncertową - po pierwsze zna wszystkie pieśni na wyrywki w dowolnym języku i nie fałszuje śpiewając. Poza tym – drogą wieloletniej obserwacji stwierdzam u niej przywiązanie do tradycji, co wyraża się między innymi w sympatii i szacunku do szantowej starszyzny. Dzwony czy Refy słuchane są i oklaskiwane z nieprzemijającym entuzjazmem. Nie jest to publiczność, której by zależało na jak najgłośniejszych łomotach produkowanych perkusyjnie. Doskonale odbiera wszelkie niuanse zarówno w tekstach, jak i w muzyce. Fantastycznie umie wrzeszczeć, ale czy pamiętacie, JAK słuchano grandprixowej pieśni Sąsiadów w tym roku? Ta publiczność rozumie o wiele więcej niż tylko język, w którym napisano tekst.
I to jest właśnie ta pozornie niewytłumaczalna magia „Szantisa”. Poziom umysłowy, poniżej którego się nie schodzi.
Monika Szwaja - polonistka (UAM Poznań), dziennikarka (TVP Szczecin), pisarka. Pasjonatka muzyki mórz i oceanów - jednemu ze swoich psów dała na imię "Szanta". Kreatorka niewątpliwego cudu, jakim było nakłonienie Wojciecha Dudzińskiego "Sępa" do nagrania solowej płyty. Wydawnictwo "Chodź ze mną" jest sprzedawane w specjalnej edycji najnowszej powieści Moniki Szwaji "Dziewice do boju".