
Siedzimy z Maćkiem Łuczakiem, szefem zespołu Flash Creep i słuchamy po raz kolejny płyty, której jeszcze nie ma. Ale dziś już inaczej - nie wsłuchując się w to, co jeszcze poprawić, tylko słuchając jako odbiorcy.
- I jak? – pytam.
-
Chyba będzie dobrze - odpowiada Maciek -
wiesz, że płyta z założenia nie miała być sterylna. Powstała „almost live”. To efekt zaledwie 40 godzin nagrań. Nie sililiśmy się na tuszowanie wszelkich niedociągnięć. Miało w niej być życie.
I jest – płytka będzie zawierała znane fanom Flash Creep utwory. Niby takie same, a trochę inne. Zespół wykorzystał możliwości studia i nieco rozbudował je aranżacyjnie. Pojawiają się instrumenty, których równoczesne użycie na koncertach byłoby niemożliwe. Na płycie pojawili się również goście. Ci bardziej i mniej znani. Jedni pojawili się w realu, inni „wirtualnie” współpracując na odległość. Efekt często zaskakujący. Dla mnie pozytywnie.
-
Usiłowaliśmy stworzyć płytę spójną niekoniecznie muzycznie, ale przede wszystkim pod kątem przekazu. To, o czym śpiewamy – o tęsknocie, oczekiwaniu, braku tej drugiej osoby i tym, co ich rozdziela – o Morzu, próbowaliśmy ułożyć w logiczną całość.
Czy się udało? Niedługo ocenią słuchacze.
W galerii:
1. Tomek Morozowski - mandolina;
2. "Jeszcze raz, o tyle szybciej", mówi realizator;
3. Iza Puklewicz - skrzypce;
4. Maciek Łuczak - gitara