szanty24.pl > ocean wiedzy > z wiatrem > archiwum > Duet - niespodzianka
Autor: Violetta Daniela Pastwa
04.12.2009, g. 22:57

Ostatni...
oczywiście w tym roku, koncert w Hotelu Nadmorskim w Gdyni (2 grudnia br.) okazał się prawdziwie przedświąteczną niespodzianką.
Gdy znalazłam się nieco przed koncertem, dostrzegłam po wejściu, że do występu szykuje się nie zapowiadany Marek Szurawski, a Kamil Badzioch. Nota bene Kamil witając się
ze mną zażartował sobie, że wszelkie podobieństwo jest przypadkowe. Sezon przeziębieniowy zbiera swoje żniwo, a przecież wykonawcy to też ludzie, czasem i oni zachorują.
Andrzej Kadłubicki - gospodarz spotkań w Nadmorskim - znalazł zastępstwo.
Bardziej ciekawie zrobiło się po kilku minutach, gdy zobaczyłam przybycie jeszcze jednego wykonawcy. Zakakujące o tyle, że takiego "zespołu" jeszcze w akcji nie widziałam.
Tym drugim okazał się Łukasz Zięba, na codzień "towar eksportowy" trójmiejskiego zespołu Trzy Majtki. Oczywiście panowie przygotowali się do występu, dostroili i punktualnie
rozpoczął się krótki - jak to w zwyczaju Nadmorskich spotkań - koncert. Wykonawców zapowiedział gospodarz, sam pewnie niecierpliwie oczekujący na to co się wydarzy.
Usprawiedliwił nieobecność wcześniej zapowiadanego gościa, licząc na to, że fani Marka, nie bedą z powodu jego nieobecności odczuwali straty, a nowy skład być może zyska
nowych fanów.
Nie będę tu pisać co śpiewali i grali, wolę napisać jak to zrobili. Repertuar Kamila znam, jego warunki głosowe oraz muzykalność, styl balladowy, poszukiwania dawnych utworów
flisackich, czy przedwojennych. Zaskakujące okazało się połączenie tego co znałam, z tym jak się w takim repertuarze może odnaleźć taki muzyk jak Łukasz. Tym bardziej, że
panowie nie ukrywali tego, że grywają ze sobą (ćwiczą) niezwykle rzadko. Imponująca muzykalność skrzypka, jest niczym dziwnym dla tych, którzy jego grę znają z koncertów z
rodzimym zespołem i tłumaczy wydawałoby się beztroską postawę obu panów. To co zaprezentowali okazało sie ucztą dla duszy. Balladowe, spokojne utwory, nostalgiczne, ale
także radosne wypelniły salę. Zamiłowanie Łukasza do muzyki klezmerskiej także dało o sobie znać podczas koncertu. Dźwięk skrzypiec dopełnił twórczość Kamila niczym
cała orkiestra.
Łukasz nie tylko bardzo dobrze gra, ale także śpiewa. Aczkolwiek dość trudno go do tego namówić. Kamilowi się to udało i obaj brawurowo wykonali "North-West Passage".
Zwyczajowo na zakończenie wspólne wykonanie z gospodarzem "Pożegnania Liverpoolu", ale goście tak szybko się pożegnać wcale nie chcieli. Wiązanka kilku melodii
bazunowych, starych i znanych wyśpiewana została z licznymi głosami publiczności. A Andrzej Kadłubicki - niby zdziwiony - pytał, skąd pubiczność to może znać. Koncert się
przedłużył, ale chyba nikt nie miał ochoty wychodzić.
Godne to zastępstwo zaiste i niezwykła niespodzianka przed Mikołajkami. Bardzo mi się ten duet podobał i chętnie posłuchałabym go częściej, może jak o tym napisałam wezmą
tę sugestię pod wzgląd.
Fot. autorki
Nie ma jeszcze żadnego komentarza do tego artykułu. Bądź pierwszy.