szanty24.pl > ocean wiedzy > różności > Wszystkie flety Miśka...

niedziela, 5 lutego 2012 Imieniny: Agaty i Adelajdy

ocean wiedzy: z wiatrem | historia | różności

różności

Wszystkie flety Miśka (2)


Autor: Michał Smoliński


Na samym początku napotykamy na ciekawy problem natury terminologicznej. Okazuje się bowiem, że mnogość nazw tego instrumentu jest odwrotnie proporcjonalna do stopnia jego skomplikowania, a tłumacząc powyższe na ludzki powiem, że nie spotkałem się nigdy wcześniej z taką sytuacją, w której całkiem zwyczajny, trochę podziurawiony kawałek rury, ma tyle tak różnych nazw, których zwolennicy, aby było weselej, uparcie przekonują, że wyłącznie ta jedyna, ich ulubiona nazwa jest tą właściwą. A jakież to nazwy można spotkać? Najczęściej usłyszymy i przeczytamy, że instrument ten nosi miano „tin whistle” lub „penny whistle”, funkcjonuje też szersze określenie „fipple flute” (odpowiednie w sumie dla każdego intrumentu typu rura z gwizdkiem na końcu), w Polsce używa się jeszcze określenia „flażolet” (co jest dość ciekawe, aczkolwiek niepoprawne, ale o tym za chwilę), „flet irlandzki” (co jest sporym nieporozumieniem, jako że flet irlandzki jest czymś zupełnie innym), i „flecik polski” (co jest już w ogóle porządnym nadużyciem, ba, lekkim przywłaszczeniem, powiedziałbym nawet). Sporo tego. Pozostańmy zatem przy określeniu „tin whistle”, przynajmniej do końca tego odcinka.

Zgodnie z obietnicą na momencik wrócę jeszcze do nazwy „flażolet”, w Polsce bardzo popularnej. Skąd ta popularność – nie wiem, wiem natomiast, że flażolet (ang. flagelet lub flageolet) jest, lub raczej był, popularnym w XIX-wiecznej Anglii instrumentem, trochę podobnym do tzw. fletu blokowego (lub fletu prostego, ang. recorder), cechującym się dodatkowym elementem wyposażenia pod postacią komory do kondensacji wilgoci zawartej w oddechu. Komora ta była umieszczona przed ustnikiem instrumentu i powodowała, że para wodna zawarta w oddechu grającego nie kondensowała się wewnątrz instrumentu, co znacząco ułatwiało tak grę, jak i konserwację.

I tak oto uporawszy się z nazwaniem bohatera dzisiejszego odcinka oraz mając na uwadze, że, jak mawia jeden znajomy dziennikarz, nie ma takiego tekstu, którego nie dałoby się skrócić o połowę, w tym miejscu monolog terminologiczny zakończę i przejdę do kolejnego akapitu.

Witam zatem w kolejnym akapicie, a w nim budowa i możliwości tin whistla podane będą przystępnie i pokrótce. Rozpisywać się bowiem nie ma co, jako że instrument prosty w budowie jest do bólu. Rurka, zazwyczaj o stałej średnicy, choć bywają i stożkowe, sześć dziurek, i końcówka z ustnikiem i rodzajem gwizdka. Czasami instrument wyposażony jest jeszcze w tzw. tuning slide, czyli proste urządzenie do zmiany długości całego instrumentu w celu podstrojenia. Jako że  dziurek taki tin whistle ma tylko sześć, jest instrumentem diatonicznym (czyli wygodnie można na nim grać w jednej, góra dwóch tonacjach) i w związku z tym do każdej tonacji używa się odpowiedniego instrumentu. Tak po prostu. Całe szczęście, że  do tradycyjnej muzyki celtyckiej wystarczy instrument D, który pozwala na grę w tonacjach D i G, które obejmują 90% repertuaru.

Najtańsze, masowo produkowane instrumenty wykonane są z plastikowego ustnika i niklowanej bądź mosiężnej rurki (Generation), te droższe bywają ręcznie wykonane w całości z aluminium (Kerry Pro, Overton, Alba), wreszcie najdroższe instrumenty (Chris Abell) – wykonane ze złota i egzotycznego drewna. Każdy znajdzie coś dla siebie, natomiast najistotniejszą informacją jest tutaj to, że bardzo dobry, ręcznie wykonany instrument można nabyć już za kilkadziesiąt euro. A jaki konkretnie model wybrać? Polecić mogę instrumenty marki Overton, produkowane przez dwóch panów, Bernarda Overtona i Colina Goldie oraz instrumenty marki Alba produkowane przez panią Stacey O'Gorman. Polecam również zajrzeć na stronkę www.chiffandfipple.com. Innymi słowy, koniec wymówek, proszę instrument zamówić i do roboty.

Czyli do muzyki. Bo ona tutaj jest najważniejsza. I znowu mamy do czynienia ze swoistym fenomenem – słuchając najlepszych można odnieść wrażenie, że to jest zwyczajnie niemożliwe – zmusić tak banalny, wydawałoby się, instrument do wydawania z siebie takich dźwięków. Posłuchajcie tylko Brian'a Finnegan'a (gra w kapeli Flook), Mary Bergin, Bredę Smyth, Paddy'iego Moloney (The Chieftains), Cormac'a Breatnach'a – i dajcie się zaczarować.

Bo dotykamy tutaj magii, której niestety nie można się nauczyć, grając tylko li wyłącznie z nut, co jest często spotykaną praktyką, szczególnie w kraju nad Wisłą. Tradycyjna muzyka irlandzka jest przede wszystkim żywą, ustną tradycją i nie ma innej metody na poznanie jej, niż po prostu aktywne słuchanie. Bo w nutach znajdziemy tylko informacje o tym, które dziurki należy zatykać i w którym momencie. A to jakby jest za mało. Rytm, puls, miejsca w których należy wziąć oddech, ozdobniki, jeszcze raz ozdobniki, wariabilność kolejnych powtórzeń, aha, i ozdobniki – byłbym zapomniał o nich – tego wszystkiego można się nauczyć tylko i wyłącznie słuchając. Pomijam już przy tym fakt, że są to wszystko zjawiska, które po prostu wymykają się możliwościom oferowanym przez zapis nutowy – przede wszystkim są to rzeczy, które definiują styl grającego, a co za tym idzie, zapisywanie ich w sztywnej postaci nie ma sensu, jako że od każdego grającego wymaga się wręcz indywidualnego spojrzenia na te, jakże przecież proste w konstrukcji, melodie. Bo inaczej wkrada się Pani Nuda. Wtedy wszyscy dopijają piwo i wychodzą z pubu. Co oznacza, że właśnie dotarliśmy do końca odcinka bieżącego.

A w odcinku kolejnym będzie o większej gabarytowo wersji tin whistla o zachwycającej bezpośredniością i zasadnością użycia nazwie „low whistle”, i o tym, dlaczego w opinii znajomego Irlandczyka jest to instrument znacznie pożyteczniejszy od swojego mniejszego brata.

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

01. 15:24, 26.03.2008

Dodał: skrzypaczka   (napisanych komentarzy: 45)

Marek Szurawski we wstępie do jednego ze śpiewników wydanych z okazji festiwalu Shanties (z pewnością przed 1990 rokiem, jednak strona z datą zagubiła się przez lata) pisze: "..., bowiem bardzo rzadko w brzmienie szant wplata się dźwięk instrumentu (czasem jedynie były to małe skrzypki, flażelot)l." (sic!). Rozumiem, że słowo "flażelot" to po prostu "flażolet" ze zwykłą literówką. A jeśli tak, to czy Siurawa świadomie pisze tutaj o popularnym w XIX wieku w Anglii instrumencie, czy też padł ofiarą niepoprawnej wg. autora powyższego artykułu (którego szanuję i cenię, a czepiam się z czystej sympatii) polskiej terminologii?

Jeśli wierzyć Wikipedii (co nie zawsze jest wskazane) "flageolet" był pierwowzorem "tin whistle". Pod koniec XVIII i na początku XIX wieku pewni Angielscy producenci instrumentów zaczęli robić flażolety z sześcioma dziurkami z przodu (zamiast - jak to było wcześniej robione - z czterema dziurkami z przodu i dwiema z tyłu). Te instrumenty zostały nazwane "angielskimi flażoletami", a później, kiedy zaczęto je produkować z metalu (a nie z drewna) nadano im nową nazwę - "tin whistle".
W innym artykule możemy przeczytać, że owa nazwa została wymyślona w 1825 roku ale popularność zyskała dopiero w XX wieku. (tłumaczenie własne - [link] hasła: "tin whistle" oraz "flageolet")

Jeśli więc kiedyś, zanim nazwa "tin whistle" się spopularyzowała, nazywano ten instrument flażoletem, nie możemy powiedzieć, że - po wprowadzeniu nowej nazwy - stara jest niepoprawna. Wiele instrumentów ma swoje polskie nazwy - które musiały jakoś powstać i ewoluować na przestrzeni dziejów. Rzadko zdarza się, żeby skrzypek powiedział, że gra na "fiddlach", flecista na "recorderze" a perkusista na "drumsach" - choć i takie sytuacje się zdarzają. Nazwa "flażolet" ma swój specyficzny urok - może więc pozwólmy ludziom używać nazw "tin whistle" i "flażolet" zamiennie. "Tin whistle" - dla tych, którzy chcą być bardziej "jazzy", bardziej nowocześni i nie boją się sprowadzania słów obcego pochodzenia w oryginalnej pisowni do języka; "Flażolet" - dla polskich tradycjonalistów, dla tych, którzy mają sentyment właśnie do tej nazwy.


Czekam na tekst o "low whistle" (tutaj nie mamy problemu raczej z terminologią... bo nazwa nie ma chyba polskiego odpowiednika... ;-) ) - ten instrument tak jak altowy flet prosty (ang. alto recorder) ma w sobie swoistą magię, która wręcz eksploduje romantyzmem, intymnością... Czaruje subtelnością... Ale może to tylko tak działa na kobiety ;-)

02. 19:07, 21.03.2008

Dodał: Krzysztof Malinowski   (napisanych komentarzy: 88)

Interesujące i pouczające. Czekam na ciąg dalszy. Póki co pogwiżdże w tradycyjny sposób a póżniej kto wie...? Może nawet sprawie sobie kolekcje takich rurek z dziurkami... Pozdrawiam autora,
Krzysztof Malinowski

03. 14:56, 21.03.2008

Dodał: alex   (napisanych komentarzy: 9)

ładnie opowiedziane...
np. low whistle dla romantycznych uniesień, thin whistle do tanecznych wywijasów ;-)

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >


UWAGA
Autorzy serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników
w poniższych komentarzach. Komentarze zawierające wulgaryzmy, treści niezgodne z prawem oraz adresy reklamujące inne strony internetowe będą kasowane.


twoje konto

zaloguj się

zarejestruj się

nawigacja

ocean wiedzy

– z wiatrem

– historia

– różności

okiem bosmana

– relacje

– recenzje

kubryk

kalendarz

galeria

radio

- aac 32 kbps

- mp3 128 kbps

szanty24.pl on Facebook


Copyright © 2008-2012 szanty24.pl. Projekt: szanty24.pl Technologia: cyberstudio