szanty24.pl > ocean wiedzy > różności > Własny Port w Bydgoszczy

niedziela, 5 lutego 2012 Imieniny: Agaty i Adelajdy

ocean wiedzy: z wiatrem | historia | różności

różności

Własny Port w Bydgoszczy


Autor: Joanna "Makenzen" Morawska


Szczęście w nieszczęściu
I zdarzyło się, że przyszedł ten pechowy – a może szczęśliwy (zależy, jak na to spojrzeć) – dla zespołu dzień, i basista Marcin złamał rękę. – Zespół miał wówczas sporo zobowiązań koncertowych i postanowiliśmy poszukać basisty na tak zwane zastępstwo (nagłe rzecz jasna). Jednakże w wyniku rodzinnych rozmów przy kawie, gdzie często wspominałem o graniu z akordeonem, nieoceniona małżonka Hania wykonała kilka telefonów i nasi  przyjaciele polecili nam Rafała Chmiela. Zagraliśmy kilka koncertów i... to było to. Marcin wyzdrowiał i tak zaczęliśmy grać we czterech. Po pewnym czasie los znowu spłatał nam drobnego figla i Marcin musiał przeprowadzić się do innego miasta. W tym samym czasie pojawił się „Czesio”, czyli Sebastian Alichniewicz – niezrównany optymista i kontrabasista troszkę pogubiony w  tych „elektrycznych wynalazkach”. A było to tak: pewnego razu podszedł do nas człowiek znany nam z widzenia, stały bywalec koncertów i powiedział, że jest właścicielem firmy i pracuje u niego taki fajny chłopak, który gra na basie. Jeśli go przyjmiemy to, on będzie go zwalniał na próby, wybaczy mu spóźnienia do pracy oraz pewne, nazwijmy to, pokoncertowe niedyspozycje. Wobec przedstawionych warunków nie mogłem zlekceważyć TAKIEGO pracodawcy i umówiłem się z Sebastianem na próbę. Kiedy go poznałem, to już został na tym bezterminowym zastępstwie i gra z nami na stałe, niekiedy  tylko ustępując miejsca Marcinowi, który czasem, gdy się stęskni, zabiera bas i przyjeżdża zagrać z Własnym Portem – wspomina Piotr Gąsiewski, wokalista, gitarzysta i kierownik artystyczny zespołu. Aktualnie Własny Port gra w składzie: Rafał Ordak – śpiew, gitara; Rafał Chmiel - akordeon, śpiew; Sebastian Alichniewicz – bas; Piotr Gąsiewski – gitara, śpiew; czasami też Marcin Kijak – bas. Kiedy Marcin ma „wychodne”, zajmuje się uwiecznianiem występów zespołu aparatem fotograficznym.

Szum wiatru w tataraku
Szantowa, szuwarowo-bagienna, czy też rzeczna nuta ma w sobie coś takiego, co pociąga nawet nie-żeglarzy, rzucając na nich trudny do odparcia urok. W składzie zespołu tylko Rafał Ordak ma uprawnienia żeglarskie, z których czasami robi użytek, zabierając na pokład Piotra. Rafał Chmiel i Sebastian raczej nie żeglują. – Ja się urodziłem i wychowałem nad jeziorem – Ruciane Nida i okolice to strony mojej wczesnej młodości. Potem średnia szkoła to przepiękny Augustów, jezioro Necko i Białe – wprost trudno nie pływać. Tam też mój pierwszy kontakt z białą flotą. Własnymi rękami remontowałem statek Albatros („Siedem dziewcząt z Albatrosa tyś jedyna - to był przebój”) i pływałem nim po jeziorach i kanałach. Zachód słońca nad Neckiem zapiera dech. W takich chwilach, kiedy patrzysz z pokładu muzyka sama rodzi się w sercu. Każdy z nas ma muzykę w sobie. Jeśli dzielić ją na style, gatunki i tym podobne szuflady, to pewnie każdy inną. Jest jednak coś, co jest wspólne w nas wszystkich. Każdy z nas kocha muzykę, lubimy ze sobą grać i tę radość dzielimy z naszymi przyjaciółmi na koncertach – mówi Piotr.

To właśnie on zaszczepił w kolegach miłość do muzyki spod żagli, tych z morza i tych z jezior. Lata, które Piotr spędził nad wodą, w pewnym momencie upomniały się o swoje i dusza nie mogła im odmówić. – Wciąż słyszę szum wiatru w tataraku i widzę fale wzburzone wiatrem… Pamiętam, kiedy jako dziecko godzinami stałem przy płocie. Takim zwykłym, metalowym. Kiedy wiatr z nad jeziora zaczynał wiać, nagle coś w nim ożywało. Zaczynał wydawać dźwięki! Słyszałem tam tyle muzyki, że potrafiłem długo czekać na tę chwilę a potem stałem jak zaczarowany i nie chciałem wracać do domu – dodaje.

Cała prawda siedzi w nutach
Własny Port gra dużo koncertów w środowisku lokalnym. Tu jest chłopcom dobrze, bo znajdują przyjaźń i zrozumienie. Od pewnego czasu są też często zapraszani w różne miejsca w Polsce. Nie korzystają z tych zaproszeń często i starannie wybierają kluby, gdzie chcą zagrać. Jednak kiedy już grają, to całym sercem. A co grają? Na ich koncertach można usłyszeć sporo utworów znanych większości szantyfanów, ale w takich aranżacjach i wykonaniach, które pozostają w pamięci na długo. „Początkującego żeglarza pieśń radosna” z hawajskim „bujnięciem”? „Rosie, o!” stylizowane na gorącą brazylijską sambę? Czemu nie!

Zdecydowaną siłą tego młodego zespołu jest jednak repertuar autorski, którego jest całkiem sporo. Autorem większości kompozycji jest Rafał Ordak, część napisał Rafał Chmiel. Ostatnio kilka ciekawych pomysłów przyniósł Sebastian, a Piotr sprawdza się głównie w aranżacjach, choć gdzieniegdzie w piosenkach Ordaka przyłożył rękę do muzyki. Ogarniam też całość utworów i sposób ich wykonania. Wiadomo: kierownik… :-) – W naszych piosenkach nie ma zapożyczeń ani tzw. „utworów tradycyjnych” z dopisanym tekstem itp.  Zawsze są to historie prawdziwe, coś co przeżywamy albo obserwujemy, nasze marzenia i uczucia – słowem: jeśli ktoś chciałby poznać Własny Port, to cała prawda jest w tekstach i muzyce – mówi Piotr.

Własnych piosenek zespół ma już tak dużo, iż chłopcy żartują, że jak już wejdą do studia, to nagrają od razu dwie płyty. Co do płyty, to, jak przyznaje Piotr, trudna sprawa…Niemal na każdym koncercie przychodzi zespołowi zmierzyć się z tym pytaniem. No cóż... Materiał gotowy jest od dawna i wciąż powstają nowe piosenki (stali koncertowi goście już niebawem mogą zostać zaskoczeni), ale z powodu grania dużej ilości koncertów Własnemu Portowi po prostu brakuje teraz czasu. – Były plany, aby zrealizować materiał muzyczny na koncercie i obecnie analizujemy możliwości techniczne. Studio, choć nie ma tego klimatu, daje znacznie większy komfort pracy. Plany więc są, ale kiedy powstanie płyta, nie umiem powiedzieć – zwierza się kierownik zespołu.

Własnego Portu raczej nie usłyszymy na festiwalach w szantowych konkursach, jako że zespół rzadko daje się namówić na występy konkursowe. Jak stwierdzają muzycy z zespołu, ich celem nie są bowiem osiągnięcia w tej dziedzinie ani udowadnianie, że są lepsi od kogokolwiek. Z założenia idą własną drogą, a koncerty w lokalnych pubach dają im znacznie więcej satysfakcji niż spoglądanie z wyżyn festiwalowych scen na zgromadzone pod nimi rzesze. Ale to dobrze, bo w takim klimacie zdecydowanie łatwiej usłyszeć w muzyce Własnego Portu ten szum wiatru w tataraku, o którym mówił Piotr.

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

01. 18:15, 16.06.2008

Dodał: mkijak   (napisanych komentarzy: 1)

Autor zdjęcia - [link]

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >


UWAGA
Autorzy serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników
w poniższych komentarzach. Komentarze zawierające wulgaryzmy, treści niezgodne z prawem oraz adresy reklamujące inne strony internetowe będą kasowane.


twoje konto

zaloguj się

zarejestruj się

nawigacja

ocean wiedzy

– z wiatrem

– historia

– różności

okiem bosmana

– relacje

– recenzje

kubryk

kalendarz

galeria

radio

- aac 32 kbps

- mp3 128 kbps

szanty24.pl on Facebook


Copyright © 2008-2012 szanty24.pl. Projekt: szanty24.pl Technologia: cyberstudio