szanty24.pl > ocean wiedzy > różności > Wiatr i woda – albo...

sobota, 11 lutego 2012 Imieniny: Łazarza i Marii

ocean wiedzy: z wiatrem | historia | różności

różności

Wiatr i woda – albo oddech i pot, czyli rzecz o fletach (1)


Autor: Michał "Misiek" Smoliński


Na naszym małym, szantowo-folkowym, polskim podwórku, dominującym instrumentem, poza oczywiście „gębofonem” (zwanym czasem, zacytuję za jednym znajomym doktorem - „gumiorem” - to zależy od tego jaką biegłość w używaniu owego posiadł jego właściciel), jest gitara we wszelkich odmianach, począwszy od nylonowo-klasycznej, a skończywszy na basowo-próżniowo-akustycznej. W związku z czym, krótka wypocina autora będzie o czymś zupełnie innym.

O fletach i whistlach
chciałbym napisać co nieco, jako że
a) instrumenty to folkowe na wskroś i wzdłuż,
b) zasłużone są one bardzo dla muzyki kubryków dawnych żaglowców i na końcu c), a może przede wszystkim:
c) okazuje się, że w ostatnich latach jakoś tak się złożyło, że mały whistle zaczyna wystawać z tylnej kieszeni spodni co drugiego rodzimego szantymena (Bo nie wiem czemu, ale tak jakoś się przyjęło, że whistle na scenie nosi się głównie w kieszeni na tyłku). Czyli wygląda na to, że powolutku odkrywamy, jak wielką radość niesie z sobą odtwarzanie muzyki czasów, które było nie było, bezpowrotnie przeminęły, na oryginalnych, tradycyjnych instrumentach. Co też autor konstatuje z zadowoleniem i satysfakcją niejaką, jako że i jemu owa fascynacja dmuchaniem w kawałek rury się udzieliła była.

Zresztą podobnie dzieje się w branży akordeonowo-koncertinowej, odnoszę wrażenie, że ilość dokonanych transakcji kupna-sprzedaży koncertiny bije kolejne rekordy i sporo kapel ma w swoich szeregach koncertinistę (albo koncerticiaka? Hmmm. Pewnie znowu zależy to od tego, jak kto gra.)

To wszystko powoduje, że powolutku brzmienie naszych folkowo-szantowych spotkań i festiwali, zmienia się z turystyczno-ogniskowego na nieco bardziej autentyczne, folkowo-irlandzko-kubrykowe. I tutaj również następuje aprobujące mruknięcie autora.

Ale do meritum,
o fletach i whistlach miało być. Najpierw stare irlandzkie przysłowie. Wprawdzie po angielsku, a nie w gaelic, no ale cóż, wszyscy mamy swoje ograniczenia: „Never try one of these cheap tin whistles. It leads to much harder drugs like flutes and pipes” (czyli mniej więcej: "niegroźna i tania fascynacja tin whistlem zamieni się w poważne uzależnienie od znacznie droższych intrumentów").

Rzeczywiście, najtańszy tin whistle marki Generation można kupić za kilkanaście złotych, wprawdzie fałszuje to to przeraźliwie, ale po potraktowaniu gorącą wodą, dzięki czemu klej łączący plastikowy ustnik z metalową rurką zmięknie i pozwoli na delikatne podstrojenie instrumentu, można na nim grać i osiągać doskonałe rezultaty.

I tak też właśnie od taniego instrumentu firmy Generation, zwykle zaczyna się przygoda z dmuchaniem w rurę na modłę tradycyjną.

Pytanie się pojawia, co dalej. Bo okazuje się, że właściwie od zawsze, tin whistle traktowany był jako instrument-zabawka dla dzieci: przyszłych flecistów czy dudziarzy. Wprawdzie ostatnimi czasy sytuacja się zmieniła, głównie za sprawą takich niedoścignionych mistrzów tego instrumentu jak Brian Finnegan, i tin whistle obecnie zajmuje bardzo zaszczytne miejsce w tradycyjnej muzyce irlandzkiej, niemniej jednak dla wielu (w tym i dla autora) ciągle jest to instrument taki trochę „na początek”.

A jest w czym wybierać:
low whistle, tradycyjny drewniany flet poprzeczny, flet bambusowy, uilleann pipes i wiele innych instrumentów, które wszystkie mają tę wspólną i pożyteczną cechę, że używają aplikatury bardzo podobnej do tej wykorzystywanej w grze na tin whistlu, która swoją drogą, do skomplikowanych zdecydowanie nie należy.

I tak oto P.T. Czytelniku, po troszkę przydługim i co nieco dygresyjnym wstępie, dotarliśmy do założeń cyklu artykułów, które chciałbym poświęcić tradycyjnym instrumentom dętym, wykorzystywanym w muzyce szkockiej i irlandzkiej oraz w muzyce kubryku. Serdecznie zapraszam do lektury kolejnych odcinków.

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

01. 17:15, 18.02.2008

Dodał: Gola   (napisanych komentarzy: 10)

ja mam takie jedno pytanko... mój flet prosty po paru latach używania zaczął nieczysto brzmieć przy wyższych dzwiekach... i nie wiem co zrobic :(

02. 17:18, 17.02.2008

Dodał: Gola   (napisanych komentarzy: 10)

no czekamy siostrzyczko :P flet to był pierwszy instrument i mam doniego sentyment :) no to co jest, pani Michale??

03. 18:10, 15.02.2008

Dodał: skrzypaczka   (napisanych komentarzy: 45)

Siostra - to teraz siedzimy cicho i czekamy, co nam pan profesor Misiek o fletach opowie ;-)
Żebyśmy nie tylko były piękne i młode ale również inteligentne...
(...wciąż czekam na następną część...)

04. 15:35, 15.02.2008

Dodał: Gola   (napisanych komentarzy: 10)

Fajnie... dla mnie do niedawna to wszystko było jakimś rodzajem fujarek... Nie wiedziałam, że to ma jakies nazwy...

05. 20:27, 11.02.2008

Dodał: alex   (napisanych komentarzy: 9)

No no Panie Misiek nową pasję przelewamy na papier... pięknie... z uwagą będę czytał kolejne odcinki. Przydałyby się przykłady mp3... np. w wykonaniu autora ;-)

06. 23:00, 05.02.2008

Dodał: skrzypaczka   (napisanych komentarzy: 45)

No i mnie zagięli... To może ja już się odzywać nie będę - wysłucham, co starsi koledzy, bardziej zorientowani w temacie mają do powiedzenia...
Wydawało mi się, że jeśli np. bohdran wybije rytm to whistle mu dogra melodię... ale ja tylko skrzypaczką jestem... i się nie znam...
Misiek - czekam na następną część - teraz czuję się jak ostatni nieuk... Mam nadzieję, że dzięki Tobie będę choć troszkę mądrzejsza (przynajmniej w kwestii instrumentów dętych).

A może po serii odcinków o dętych dowiemy się czegoś o strunowych? ;-)
(i znowu mnie czymś zagną i znowu wyjdzie, że się nie znam...)

07. 20:50, 05.02.2008

Dodał: simon   (napisanych komentarzy: 83)

Z łatwością w grze na flażoletach to tez nie do końca prawda. Owszem jest to stosunkowo prosty instrument ale jego brzmienie jak w każdym dętym uzależnione jest od "charakteru" grającego. Wymaga w dodatku pewnej dyscypliny, ponieważ bardzo łatwo zagrać na flażolecie "lewe" dźwięki. Ale i tak jest to cudowny instrumencik. Pozdrawiam

08. 20:44, 05.02.2008

Dodał: michal.smolinski@gmail.com   (napisanych komentarzy: 2)

"Wydaje mi się, iż jest on nawet łatwiejszym instrumentem niż większość instrumentów perkusyjnych - poczucie rytmu nie jest tutaj przecież wymagane" - oj, okazuje się, że w grze na whistlu czy flecie, jednym z najważniejszych elementów jest właśnie rytm (a raczej puls) i coś, co zorientowani w temacie miszkańcy Zielonej Wyspy określają mianem "lilt", czyli bardzo trudna do opisania, charakterystyczna maniera polegająca na lekkim punktowaniu równych ósemek. Ale o tym wszystkim w kolejnych odcinkach.

O flażoletach też będzie :)

09. 13:44, 05.02.2008

Dodał: skrzypaczka   (napisanych komentarzy: 45)

Simon podaję za [link] który podaje za Słownikiem Terminologicznym Zabytków:

"Szczególnie należy podkreślić fakt, że blaszane piszczałki z 6 otworami znane są także w polskiej muzyce ludowej - o czym wspomina zarówno Oskar Kolberg (Kujawy) jak i Adam Chętnik (Kurpie i Mazury) - a ich popularność na ziemiach polskich w XVIII i XIX wieku była tak wielka, że nazywano je często flecikami polskimi!"

10. 13:35, 05.02.2008

Dodał: skrzypaczka   (napisanych komentarzy: 45)

Moim skromnym zdaniem powiększające się grono flecistów czy też akordeonistów to zasługa pewnego zjawiska - w zespołach (ale także wśród szantymaniaków) pojawiają się ludzie, których ciągnie tworzenie muzyki wszystkim, co tylko na to pozwala. Taki początkujący (jak ja), czy nawet zaawansowany (jak autor powyższego artykułu) multiinstrumentalista poszukuje swoich inspiracji na scenie (lub w sieci) a następnie stara się nabyć po jak najniższych kosztach (bądź po kosztach mieszczących się w naszym budżecie) jak największą liczbę instrumentów. Whistle (czy flażoleciki, jak wolę o nich mówić) są dostępne w prawie każdym sklepie muzycznym a także w sklepach internetowych. Pieniądze (a raczej grosze) wydane na taki instrument zwrócą się w ciągu 10 minut, jeśli stanie się na rogu ulicy, czy na przystanku autobusowym i wyda z niego kilka dźwięków (ale może należałoby poczekać z tym kilka dni - nie każdy jest tak zdolny, żeby od razu wydać z każdego instrumentu piękny dźwięk - chyba, że liczy na to, że zapłacą mu, żeby przestał grać).
Flecik polski (flażolecik firmy Muza - ok.20zł) to chyba najprostszy instrument na którym dane mi było grać. Dźwięki "idą" po kolei, trzeba tylko równo dmuchać. Wydaje mi się, iż jest on nawet łatwiejszym instrumentem niż większość instrumentów perkusyjnych - poczucie rytmu nie jest tutaj przecież wymagane. I zgodzę się z autorem powyższego artykułu, że whistle dla wielu stają się instrumentem "na start" - mam zamiar kupić w najbliższym czasie bombardę.
Chętnie poczytam co jeszcze ciekawego Pan Smoliński o Whistlach nam opowie ;-)

11. 12:47, 05.02.2008

Dodał: simon   (napisanych komentarzy: 83)

Dla mnie sporym zdziwienie było, gdy kiedyś spotkałem się z dziwną nazwą flażoletu...A brzmiała ona...Flecik Polski. Czy wiecie coś na ten temat?

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >


UWAGA
Autorzy serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników
w poniższych komentarzach. Komentarze zawierające wulgaryzmy, treści niezgodne z prawem oraz adresy reklamujące inne strony internetowe będą kasowane.


twoje konto

zaloguj się

zarejestruj się

nawigacja

ocean wiedzy

– z wiatrem

– historia

– różności

okiem bosmana

– relacje

– recenzje

kubryk

kalendarz

galeria

radio

- aac 32 kbps

- mp3 128 kbps

szanty24.pl on Facebook


Copyright © 2008-2012 szanty24.pl. Projekt: szanty24.pl Technologia: cyberstudio