
O szantymenie słów kilka pragnę napisać, aby wżdy słuchacze i czytelnicy wiedzieli jakie są trudy i problemy związane z zawodem szantymena. Jak mawiał Tom Lewis:
It's a hard job, but someone has to do it... Koniec cytatu.
Tom, będąc doskonałym szantymenem, nigdy nie zdradziłby na czym polega tajemnica bycia dobrym szantymenem, ale ja — ponieważ szantymenem dobrym nie jestem (chociaż zdarzało mi się prowadzić śpiewy knajpiane) mogę w kilku słowach tą robotę wam scharakteryzować:
- Po pierwsze: szantymen musi mieć głos — nie żaden operowy i dobrze ustawiony, ale silny i zrozumiały, tak aby docierał do najdalszych zakątków pływającego po wodach śródlądowych i oceanicznych statku.
- Po drugie: znajomość tekstu — jeśli posiadamy już dobrze brzmiący (tzn. lekko ochrypły i przeraźliwy) głos, musimy mieć coś do przekazania za pomocą tego medium. Istotne jest zatem aby znać kilka interesujących tekstów które da się zaśpiewać i w których przekazane jest coś co może zainteresować słuchaczy, skłonić do przemyśleń lub przynajmniej nakłonić ich do zadania sobie pytania: O czym ten facet śpiewa?
- Po trzecie: wyczucie rytmu — jeśli nie masz wyczucia rytmu to nie próbuj śpiewać szant. Możesz na przykład śpiewać poezję śpiewaną, zaśpiewy łoterskie, recytować poezję dadaistyczną lub na przykład założyć z kolegami teatrzyk kukiełkowy. Poczucie rytmu nie oznacza jednak, że całą szantę odśpiewujemy (a raczej odśpiewyjemy) z włączonym metronomem synchronizowanym atomowym zegarem we Frankfurcie nad Menem. Jak mawia znany w Polsce szantymen: Szanta, stary, musi mieć drive. Ów "drive" (słowo nie zgodne z Ustawą o ochronie języka polskiego) oznacza poczucie płynności i równomierności wykonywanego utworu tak aby wszystkich słuchaczy lub pracujących przy wiosłach Dezety na mazurach wprowadzić w stan swoistego transu — bardzo miłego uczucia sprawiającego że czas upływa nam mile.
- Po ostatnie czyli czwarte: odrobina własnej inicjatywy — nie przejmuj się punktem "Po drugie" czyli znajomością tekstu, jeśli umiesz sam klecić teksty będące interesujące dla odbiorców. Nie jest również istotne, jeśli pomylisz się w tekście ale umiesz swój błąd naprawić. Jeśli tylko nie dochodzi do załamania rytmu możesz śpiewać cokolwiek aby tylko słuchacze się nie zorientowali. Sam byłem niegdyś świadkiem, jak na dużej imprezie szantowej prowadzący zamiast zaśpiewać: "Na deku stary wąchał wiatr, lunetę w ręku miał." Zaśpiewał: "Na deku stary wąchał wiatr lunetę w sercu miał." Wywołało to oczywiście salwy śmiechu, a sam zainteresowany dowiedział się o wszystkim po odśpiewaniu kawałka i wypiciu kolejnej butelki piwa.
Więcej cech szantymena nie przychodzi mi do głowy, oprócz tej, że szantymen musi mieć charakter. Aby śpiewać tak , aby nas słuchano przydaje się być osobowością charyzmatyczną. Ale tego już nie można się nauczyć. Kończę więc mój mentorsko-moralizatorski esej, aby pozostawić czytelnika w błogim zamyśleniu: Jestem ja dobrym materiałem na szantymena czy nie? — Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz.
Katowice, 5 marca 2001r.