szanty24.pl > ocean wiedzy > różności > Subiektywne obserwacje...
Autor: Piotr "Blady" Adamiecki

Wrażenia prostego basisty zespołu konkursowego z festiwalu Euroszanty w Sosnowcu.
Poleje się tu sporo wazeliny, ale na wstępie uprzedzam, że w pełni zasłużonej.
Dojechaliśmy do Sosnowca na Dworzec Główny, gdzieś około 21.00. Na dwa auta (bratowóz i taksówka) dotarliśmy na teren Imprezy. Powaliła mnie na kolana scena swoim ogromem i Elanor McEvoy swoim potężnym głosem. Biegiem po jakiś chmiel, wszak przytomne Velboty wybrały się w podróż „o suchym pysku”. Nawet wody. Gdyby nie nasza serdeczna koleżanka „Ruda”, to pewnie umarlibyśmy z głodu. Szybki browar i już się zachwycamy. „Łomatkoboska jakie toto wielkie” - pomyślałem sobie. A ta biedna dziewczynka na scenie prawie znika. Za to Głos (celowo z wielkiej literki) po prostu mnie rozkłada na czynnkiki pierwsze i pierwiastki śladowe. Ledwo dopiłem chmiela, a tu kolejna miła niespodziewajka nasze „Sokoły” a raczej „Sokoly” w wykonaniu Elanor. Dalej nie będę się rozpisywał o przebiegu imprezy na głównej scenie, są lepsi i bardziej kompetentni ode mnie, napiszę raczej o tym co sobie „wylookałem” i zakarbowałem z rzeczy, o których się nawet nie myśli słuchając występów festiwalowych.
Po pierwsze LUDZIE.
Wielcy ludzie. Na barki wzięli sobie przeogromną odpowiedzialność. Wywiązali się ze swoich zobowiązań w stosunku do mnie w nieskończonej ilości procentów. Cała impreza to był organizacyjny miód na moje serducho. Począwszy od naszego przyjęcia, poprzez technicznych na scenie, akustyków odsłuchowych, realizatorów dźwięku, oświetleniowców, organizacji zaplecza, ponadnormalnej temperatury powietrza i MIEJSC SIEDZĄCYCH DLA ZESPOŁÓW ZA SCENĄ, a skończywszy na samej atmosferze, wszystko było z najwyższej możliwej półki.
Po drugie konkurs.
Spodziewałem się, że będzie „ciasno”, ale Organizatorzy poszli o krok dalej. Moim zdaniem było „na żyletkę”. Poziom wykonawczy konkursu stał na tak wysokim poziomie, jakiego dawno nie widziałem. Trochę mnie temperatura wykończyła, ale sam pomysł występów zespołów na trzech (SIC!) scenach, choć morderczy, to okazał się bardzo ciekawy.
Po trzecie „afterki”.
Nie takie puszczone na żywioł gdzieś po hotelach, schroniskach tudzież innych bardziej lub mniej egzotycznych miejscach, tylko zorganizowane spotkania bardziej kameralne w Tawernie Festiwalowej. Hotel był 50 metrów dalej, a nam nie chciało się opuszczać imprezy nawet na chwilkę. Kładliśmy się spać około piątej rano.
Po czwarte znajomi i przyjaciele.
Każdy festiwal niesie ze sobą nowe znajomości, odświeża stare, wzmacnia przyjaźnie. Emeryt ze swoją pomocną dłonią wystąpił z nami gościnnie, gdy zmysły moich kolegów z zespołu po prostu „zatkały się” od nadmiaru wrażeń. Maciek i Paweł Jędrzejkowie „zakręceni jak słoik dżemu” zawsze znaleźli czas na dobre słowo i ciepły uśmiech. Pola, Skrzypaczka, Lorka, Agnieszka, Mrufa, Bartosik, Jerzy Ozaist, Connor, Placek, Kisiel, Johno i całe mrowie tych, których nie potrafię wymienić, uśmiechnięci i serdeczni.
Po piąte i następne.
Owszem były i niedociągnięcia (kusa oferta gastronomii – tylko karkówka i kiełbasa, akustyk przy Dzecie), ale przecież wszystkim to się zdarza. Taką imprezę realizują ludzie i nie są doskonali. Te kiksy musiały się zdarzyć na takiej imprezie organizowanej po raz pierwszy. Na następnej będzie ich mniej. Wierzę w Was kochani. Ta impreza to również publiczność, której może życzylibyśmy sobie większej, ale publiczność jakże cenna dla każdego wykonawcy. Wam droga publiczności również serdecznie dziękuję.
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
01. 20:59, 11.09.2008
Dodał: _blady (napisanych komentarzy: 67)
02. 15:31, 11.09.2008
Dodał: Dziadek Władek (napisanych komentarzy: 701)
03. 21:01, 10.09.2008
Dodał: _blady (napisanych komentarzy: 67)
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >