szanty24.pl > ocean wiedzy > różności > Subiektywne obserwacje...

sobota, 11 lutego 2012 Imieniny: Łazarza i Marii

ocean wiedzy: z wiatrem | historia | różności

różności

Subiektywne obserwacje z imprezy
(euroszanty Sosnowiec)


Autor: Piotr "Blady" Adamiecki


Wrażenia prostego basisty zespołu konkursowego z festiwalu Euroszanty w Sosnowcu.

Poleje się tu sporo wazeliny, ale na wstępie uprzedzam, że w pełni zasłużonej.
 

Dojechaliśmy do Sosnowca na Dworzec Główny, gdzieś około 21.00. Na dwa auta (bratowóz i taksówka) dotarliśmy na teren Imprezy. Powaliła mnie na kolana scena swoim ogromem i Elanor McEvoy swoim potężnym głosem. Biegiem po jakiś chmiel, wszak przytomne Velboty wybrały się w podróż „o suchym pysku”. Nawet wody. Gdyby nie nasza serdeczna koleżanka „Ruda”, to pewnie umarlibyśmy z głodu. Szybki browar i już się zachwycamy. „Łomatkoboska jakie toto wielkie” - pomyślałem sobie. A ta biedna dziewczynka na scenie prawie znika. Za to Głos (celowo z wielkiej literki) po prostu mnie rozkłada na czynnkiki pierwsze i pierwiastki śladowe. Ledwo dopiłem chmiela, a tu kolejna miła niespodziewajka nasze „Sokoły” a raczej „Sokoly” w wykonaniu Elanor. Dalej nie będę się rozpisywał o przebiegu imprezy na głównej scenie, są lepsi i bardziej kompetentni ode mnie, napiszę raczej o tym co sobie „wylookałem” i zakarbowałem z rzeczy, o których się nawet nie myśli słuchając występów festiwalowych.


Po pierwsze LUDZIE.
Wielcy ludzie. Na barki wzięli sobie przeogromną odpowiedzialność. Wywiązali się ze swoich zobowiązań w stosunku do mnie w nieskończonej ilości procentów. Cała impreza to był organizacyjny miód na moje serducho. Począwszy od naszego przyjęcia, poprzez technicznych na scenie, akustyków odsłuchowych, realizatorów dźwięku, oświetleniowców, organizacji zaplecza, ponadnormalnej temperatury powietrza i MIEJSC SIEDZĄCYCH DLA ZESPOŁÓW ZA SCENĄ, a skończywszy na samej atmosferze, wszystko było z najwyższej możliwej półki.


Po drugie konkurs.
Spodziewałem się, że będzie „ciasno”, ale Organizatorzy poszli o krok dalej. Moim zdaniem było „na żyletkę”. Poziom wykonawczy konkursu stał na tak wysokim poziomie, jakiego dawno nie widziałem. Trochę mnie temperatura wykończyła, ale sam pomysł występów zespołów na trzech (SIC!) scenach, choć morderczy, to okazał się bardzo ciekawy.


Po trzecie „afterki”.
Nie takie puszczone na żywioł gdzieś po hotelach, schroniskach tudzież innych bardziej lub mniej egzotycznych miejscach, tylko zorganizowane spotkania bardziej kameralne w Tawernie Festiwalowej. Hotel był 50 metrów dalej, a nam nie chciało się opuszczać imprezy nawet na chwilkę. Kładliśmy się spać około piątej rano.


Po czwarte znajomi i przyjaciele.
Każdy festiwal niesie ze sobą nowe znajomości, odświeża stare, wzmacnia przyjaźnie. Emeryt ze swoją pomocną dłonią wystąpił z nami gościnnie, gdy zmysły moich kolegów z zespołu po prostu „zatkały się” od nadmiaru wrażeń. Maciek i Paweł Jędrzejkowie „zakręceni jak słoik dżemu” zawsze znaleźli czas na dobre słowo i ciepły uśmiech. Pola, Skrzypaczka, Lorka, Agnieszka, Mrufa, Bartosik, Jerzy Ozaist, Connor, Placek, Kisiel, Johno i całe mrowie tych, których nie potrafię wymienić, uśmiechnięci i serdeczni.


Po piąte i następne.
Owszem były i niedociągnięcia (kusa oferta gastronomii – tylko karkówka i kiełbasa, akustyk przy Dzecie), ale przecież wszystkim to się zdarza. Taką imprezę realizują ludzie i nie są doskonali. Te kiksy musiały się zdarzyć na takiej imprezie organizowanej po raz pierwszy. Na następnej będzie ich mniej. Wierzę w Was kochani. Ta impreza to również publiczność, której może życzylibyśmy sobie większej, ale publiczność jakże cenna dla każdego wykonawcy. Wam droga publiczności również serdecznie dziękuję.


 


strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

01. 20:59, 11.09.2008

Dodał: _blady   (napisanych komentarzy: 67)

Są konkursy i konkursy. Jedne gra się łątwiej inne trudniej i nie chodzi tu wcale o ilość zespołów. Ja osobiście nie lubię grać tylko do jurorów. A w Sosnowcu na konkursie publiczności nie było wiele, a jeśli już ktoś się zmobilizował to siedział kole akustyka, bo tam tylko był cień :). Cała reszta ?? To tylko mój relatywny pogląd na "zaplecze". Takiego w plenerku dawno nie widziałem.

02. 15:31, 11.09.2008

Dodał: Dziadek Władek   (napisanych komentarzy: 701)

Czytam z zaciekawieniem – bo to może tak troszkę od tej „drugiej strony” – wszak Blady to część „VELBOT’u :-)
Nie będę rozbijał „punkt po punkcie” – tylko pokuszę się o skomentowanie tak bardziej ogólne; konkurs, gdyby nie było „ciasno” zapewne zwycięzcom nic by nie dał – nie przyniósł żadnej chwały. Życzyłem mu przed wyjazdem na „Euroszanty” zajęcia dobrego miejsca..
Ot – „BRASY” – przewodzi im nie byle kto i nie byle kto ich uczy, więc można się było spodziewać, choć…. Z trzema scenami byłbym ostrożny – zespoły powinny mieć takie same warunki; to nie skoki narciarskie.
„Każdy festiwal niesie ze sobą nowe znajomości, odświeża stare, wzmacnia przyjaźnie” – więc nijak ma się to akurat do TEGO festiwalu. Wszak sam autor bywał na wielu – i zawsze jest „całe mrowie” „tych” i „całe mrowie tych, których nie potrafię wymienić, uśmiechnięci i serdeczni.” – cytuję:-) Niezależnie od tego, gdzie ten festiwal będzie.

„Wierzę w Was kochani. Ta impreza to również publiczność, której może życzylibyśmy sobie większej, ale publiczność jakże cenna dla każdego wykonawcy. Wam droga publiczności również serdecznie dziękuję.”
Ładnie. Bez publiczności nie ma festiwalu i koncertu – żadnego. To ONA tworzy atmosferę, klimat, uśmiechy i wyciągnięte w powitaniu dłonie.
Organizatorzy TYLKO jej w tym pomagają, organizując czas i miejsce i - "otoczkę".
Dlatego się o nich pamięta; fajnie było – gdyby nie Yen, Doktor czy (pozwólcie, że nie będę wymieniał, bo lista byłaby długa) to pewno byśmy się nie spotkali….
Śmiem twierdzić, że gro ludzi – szanty „maniaków i fanów” i tych zupełnie „niezrzeszonych” przychodzi właśnie dla tych spotkań.
Organizatorzy realizują SWOJE marzenia, o których zapewne niewiele tak naprawdę wiemy a my – SWOJE.
Może nie tak do końca jest to słuchanie „szant” czy podziwianie „gwiazd”.
Dlaczego tak – w tej drugiej części zdania sądzę?
Wystarczy popatrzyć na galerię zdjęć – prawie „ZERO” oglądalności i komentarzy przy naszych (i przyjezdnych) sławach. Ci co byli – to widzieli i słyszeli, więc mają to „gdzieś” – ci co nie byli szukają znajomych a nie widoku zespołów na scenie. Nieraz świetne zdjęcia pozostają jakoś – przemilczane….
Za kim i czym tak naprawdę „tęsknią”?
Może za tą przyjaźnią i kufelkiem piwa? Gdzieś tam zabarwionym muzyką… Ot – pianka na kufelku…

03. 21:01, 10.09.2008

Dodał: _blady   (napisanych komentarzy: 67)

Stąd dzięki uprzejmości Sor'a można sobie pobrać Velbotowy występ.
[link]

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >


UWAGA
Autorzy serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników
w poniższych komentarzach. Komentarze zawierające wulgaryzmy, treści niezgodne z prawem oraz adresy reklamujące inne strony internetowe będą kasowane.


twoje konto

zaloguj się

zarejestruj się

nawigacja

ocean wiedzy

– z wiatrem

– historia

– różności

okiem bosmana

– relacje

– recenzje

kubryk

kalendarz

galeria

radio

- aac 32 kbps

- mp3 128 kbps

szanty24.pl on Facebook


Copyright © 2008-2012 szanty24.pl. Projekt: szanty24.pl Technologia: cyberstudio