szanty24.pl > ocean wiedzy > różności > Śpiew zza Oceanu

niedziela, 5 lutego 2012 Imieniny: Agaty i Adelajdy

ocean wiedzy: z wiatrem | historia | różności

różności

Śpiew zza Oceanu


Autor: Rafał "Taclem" Chojnacki


Rozważając związki między szantami a pozostałą częścią muzyki folkowej zwykle wskazuje się na więzi z kulturą wysp brytyjskich. Dotyczy to sporej ilości marynarskich pieśni pracy, choć też są oczywiście takie, które mają irlandzki lub szkocki rodowód. Zwykle jednak raczej stawia się na Anglię, przez wzgląd na olbrzymią morską tradycję Imperium. Tematy z Irlandii i Szkocji zazwyczaj uważane są za źródła dla pieśni kubryku.

A jak ma się sprawa z folkiem amerykańskim? Przecież nie wszystkie piosenki wykonywane w Nowym świecie miały swój europejski rodowód. Generalnie nowe utwory, opowiadające właśnie o nowej rzeczywistości, przyjmowane były dużo lepiej. Dotyczy to również szant.

Reuben Ranzo, John Kanaka, Blow the Man Down czy Aweigh, Santy Ano, to przykłady pieśni pracy w których muzyce i tekstach obecne są amerykańskie klimaty. Czasem ma to swoje uwarunkowanie historyczne (tak jest w przypadku szanty opowiadającej o perturbacjach pewnego generała walczącego w Meksyku), innym zaś razem mamy do czynienia z obcymi naleciałościami (tak jest ze słynnym "kanaką", którego korzenie tkwią na Hawajach, ale samo pochodzenie słowa sięga jeszcze dalej - na wyspy Polinezji). Mimo że amerykańskie szanty nie będą się zbytnio różniły muzycznie od europejskich – przyświeca im przecież ten sam cel, wspólna praca i wysiłek zwielokrotniony przez precyzyjny rytm pieśni – to jednak można bez wątpienia mówić o nich jako o odrębnym nurcie w morskim folklorze.

Amerykańskie szanty mają się obecnie całkiem dobrze. Przez lata pielęgnowali je zarówno wykonawcy folkowi (m.in. Bob Webb, Simon Spalding i Stan Rogers), jak i muzea związane z morską historią Stanów Zjednoczonych i Kanady. Obecnie, za sprawą popularności trylogii Piraci z Karaibów pojawiło się wiele grup łączących rozmaite morskie utwory bez większego ładu i składu. Z poziomem wykonawczym tych kapel też jest różnie. Części z nich nie spotkamy poza imprezami będącymi zlotami... fanów fantastyki. Mam wrażenie że jest to jakiś wyróżnik – tam są tylko dodatkiem do imprezy w filmowej scenerii. Na szantowej scenie nie daliby sobie rady, nawet wśród amatorów. Amatorzy bowiem, to podstawa amerykańskiej sceny. Jednak są to zwykle ludzie, których pasja maskuje wszelkie techniczne niedociągnięcia.

Przyjrzyjmy się na chwilę kilku mniej znanym amerykańskim szantom i pieśniom morza, kto wie, może kogoś one jednak zainteresują. Czasem pieśni te oscylują wokół bardzo lokalnych spraw. Tak jest w przypadku The Bold „Princess Royal”, nawiązującej do tradycyjnej żeglugi wodami pomiędzy Halifaxem a Nową Funlandią. Lokalną tematykę porusza również The Dying Californian, nawiązujący swoim tekstem do kalifornijskiej gorączki złota.

Z kolei Abdul Abulbul Amir, to utwór ściśle związany z osobą autora, Percy French'a, który napisał ją w roku 1877, kiedy przygotowywał się do występu w Trinity College.
Niekiedy jakieś konkretne wydarzenie towarzyszy powstaniu kolejnej pieśni. Tak jest z The Glasgow, pieśnią o statku o tej właśnie nazwie, który zatonął t lutego 1837 roku. Legenda, która przypisuje powstanie tej ballady jednemu z rozbitków, jest raczej trudna do obronienia.

Oczywiście szanty pochodzące z Europy również zadomawiały się w amerykańskiej tradycji, czasem zmieniając tekst lub zniekształcając melodię. Właściwie dopiero w czasach współczesnych jesteśmy w stanie z aż tak dużą precyzją określić które ze wspólnych nutek mogą pochodzić z jakiego rejonu. Jednak nawet bez takich badawczych narzędzi Stan Hugill potrafił bezbłędnie rozpoznać nawet te, których nie miał w repertuarze. Tak było m.in. z rybacką pieśnią The Fish Of The Sea, która w swojej oryginalnej, szkockiej wersji kojarzy się bardzo mocno z tą, jaką śpiewa się w amerykańskim miasteczku Gloucester, które mieści się w północno-wschodniej części Stanów. Z kolei alternatywna wersja, którą Hugill zapisał w Devonshire, pojawia się bardzo często w Kanadzie.

Inne mniej znane szanty amerykańskie, to m.in. Anchors Aweigh, Miss Bailey's Ghost, Rhyme of the Chivalrous Shark czy White Wings.

Podwaliny pod dzisiejsze badania nad amerykańskimi szantami stworzył kilkadziesiąt lat temu Alan Lomax, wydając w postaci płyt analogowych rezultaty swoich etnomuzykologicznych badań. Tak powstał stworzony wraz z Samem Eskinem album, zatytułowany po prostu American Sea Songs and Shanties. Znajdują się tam m.in. takie szantowe przeboje, jak Haul the Bowline, Blow, Boys, Blow, Reuben Ranzo, A-Roving, Poor Old Man, So Handy, Me Boys, So Handy czy Blow the Man Down.

Jak widać do Polski wiele amerykańskich szant już trafiło, może więc za sprawą tego felietonu znajdą się kolejne. Jest tego sporo, te pieśni po prostu czekają na odkrycie. Wystarczy poszperać w Sieci i znaleźć się w jakimś dobrze zaopatrzonym sklepie muzycznym.  American Sea Songs and Shanties można bez większych problemów kupić, podobnie jak i inne nagrania z Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych. Wystarczy kilka kroków, by mogli natknąć się na szantową ziemię niczyją.

Artykuł ukazał się w kwietniowym numerze czasopisma "Po Wachcie".
Na zdjęciu - Kapitol - symbol amerykańskiej demokracji

Nie ma jeszcze żadnego komentarza do tego artykułu. Bądź pierwszy.


UWAGA
Autorzy serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników
w poniższych komentarzach. Komentarze zawierające wulgaryzmy, treści niezgodne z prawem oraz adresy reklamujące inne strony internetowe będą kasowane.


twoje konto

zaloguj się

zarejestruj się

nawigacja

ocean wiedzy

– z wiatrem

– historia

– różności

okiem bosmana

– relacje

– recenzje

kubryk

kalendarz

galeria

radio

- aac 32 kbps

- mp3 128 kbps

szanty24.pl on Facebook


Copyright © 2008-2012 szanty24.pl. Projekt: szanty24.pl Technologia: cyberstudio