szanty24.pl > ocean wiedzy > różności > Nie będę Ewą Bem

niedziela, 5 lutego 2012 Imieniny: Agaty i Adelajdy

ocean wiedzy: z wiatrem | historia | różności

różności

Nie będę Ewą Bem


Autor: Wojciech Harmansa


Jesteś absolwentką podstawowej szkoły muzycznej w klasie fortepianu, średniej w klasie fletu. Potem studiowałaś na katowickiej Akademii Muzycznej. Jeszcze romanistyka, działalność w “Teatrze A” w Gliwicach, prowadzenie zespołu “Indygo” w Młodzieżowym Domu Kultury w Gliwicach... Pominąłem coś? 
W MDKu prowadzę również zespół wokalno-instrumentalny RIPlay, a od tego roku szkolnego – drugi zespół wokalny: “Onyks”.  Pracuję też w Społecznym Ognisku Muzycznym, gdzie uczę śpiewu i prowadzę zespół wokalny “Agraffka”. I jeszcze jedno: kółko gitarowe w ZSO10 w Gliwicach. To tyle jeśli chodzi o pracę z młodzieżą szkolną. Ponadto od przyszłego miesiąca będę pracować jako instruktor emisji głosu w Akademickim Chórze Politechniki Śląskiej w Gliwicach.
A jeśli chodzi o wykształcenie, wiem również co nieco o reżyserii dźwięku: ukończyłam Studium Stroicieli i Operatorów Dźwięku w Krakowie. Śpiewu uczę dzięki wiedzy zdobytej na warsztatach wokalnych metody Speech Level Singing. Mam co prawda do tego przygotowanie ze studiów, jednakże bardziej pod kątem muzyki klasycznej, chóralnej: w Akademii Muzycznej studiowałam prowadzenie zespołów wokalnych i wokalno- instrumentalnych. Do tego kilkanaście lat stałego koncertowania dało mi doświadczenie, które jest bardzo cenne w pracy z młodymi adeptami estrady.

Mogłabyś obdzielić niejeden zespół swoimi dyplomami. Ale “papier” jak to mawiali w szkole muzycznej moi nauczyciele, sam nie zagra, ani nie zaśpiewa. A Ty, odkąd pamiętam, zawsze byłaś rozśpiewana.

Zaczęło się od piosenki turystycznej i festiwali studenckich. Zdobyłam wtedy z moim zespołem wiele nagród i wyróżnień. Podczas studiów, mając więcej czasu, mogłam brać udział w festiwalach oraz warsztatach piosenkarskich, teatralnych i jazzowych (Fama-Świnoujście, Chodzież, Połczyn Zdrój itp.). Wiele się wówczas nauczyłam.

Patrząc z obecnej perspektywy - wygrywałaś wtedy konkursy, festiwale, zdobywałaś nagrody i wyróżnienia. Nie żałujesz czasem, że Twoja kariera nie poszła dalej, nie rozwinęła się np. w stylu kariery Ewy Bem?
Najwyraźniej nie mam siły przebicia wystarczającej, by coś takiego osiągnąć. Jednak uważam, że można dać ludziom coś dobrego, nie będąc gwiazdą wielkiego formatu. W Chodzieży poznałam Naomi Isaac – Angielkę mieszkającą w Monachium. Marzę, by odwiedziła kiedyś Polskę i przeprowadziła warsztaty dla wokalistów (może uda się ją zaprosić na któryś z festiwali, który zechciałby wzbogacić swój program o warsztaty muzyczne).  Jest osobą pełną ciepła i radości. Potrafi wydobyć to, co dobre - nie tylko z wokalistów w czasie zajęć - ale także z publiczności, w czasie swoich koncertów. Od niej nauczyłam się, że na scenie można być kimś i można odbiorcy pokazać coś więcej, niż zawarte jest w przekazie muzycznym. Co do mojej “kariery”... Graliśmy z moim trio (Jacek Dzwonowski, Leszek Sojka i ja) muzykę utrzymaną w klimatach balladowo - jazzowych. Nastąpił jednak taki czas, że przestałam śpiewać z bardzo prostej przyczyny: musieliśmy zakończyć działalność “studencką”, bo koledzy zaczęli pracę zawodową w orkiestrach. Wtedy zostałam sama. A ja jestem stworzona do pracy w zespole, nie potrafię tworzyć samotnie. Nawet niezbyt dobrze czuję się sama na scenie.

Czy wtedy przypuszczałaś, że będziesz śpiewać szanty?
Absolutnie nie. Ale zawsze chciałam uczyć się i dowiadywać czegoś więcej, poszukiwałam takiego stylu w muzyce, który byłby odpowiedni dla mnie. W czasie studiów byłam ukierunkowana na jazz, lecz doszłam do wniosku, że mam lepszy słuch tembrowy (barwowy) niż rytmiczny. Zadecydowało to o wyborze innego niż jazz świata muzycznego. Dziś wiem, że uczenie śpiewu (wymagające wyjątkowej wrażliwości na zmiany barwy głosu) i pisanie aranżacji – to właśnie praca, w której wykorzystuję niemal w pełni mój talent. A Sąsiedzi – to dodatkowe rozwijanie umiejętności, poszukiwania prowadzone w muzyce folk... Jest to dla mnie odskocznią od codzienności, mimo iż w tym zespole również wykonuję swój zawód.

Jesteś osobą bardzo zajętą. Co pochłania Ci tyle czasu?
Najważniejsza jest dla mnie praca, czyli uczenie śpiewu i prowadzenie zespołów wokalnych. Spełnia to moje zawodowe oczekiwania. Wkładam w tę pracę wiele serca, starając się szukać dróg promocji młodych muzyków: zgłaszam ich do udziału w konkursach, organizuję koncerty... Ponadto, najnormalniej w świecie, dobrze mi wśród zdolnych uczniów oraz chętnych do pomocy współpracowników z MDK.

Pewnie niewielu szantyfanów wie, że jesteś profesjonalnym nurkiem?
[śmiech]... z tym profesjonalnym to przesadziłeś. Nurkowaniem zajmowałam się 3 lata. Zaczęło się w klasie maturalnej, pod pretekstem ćwiczeń oddechowych pomocnych przy grze na flecie [śmiech]...  Jeździłam na nurkowania stażowe i obozy szkoleniowe. Otrzymałam patent trzeciego stopnia. Niestety, wraz ze wzrostem liczby koncertów, nurkowanie zeszło na plan dalszy.

Masz czas na coś jeszcze?
Kocham góry. Beskid Żywiecki, Tatry. No i szanty - czyli “Sąsiadów”. A co za tym idzie, Mazury i żeglarstwo. Zdobyłam nawet patent żeglarski i motorowodny.

Jak się zaczęła przygoda z Sąsiadami?
Wracałam kiedyś z koncertu kolęd, z Katowic do Gliwic. Adrian jechał tym samym pociągiem. Zauważywszy u mnie gitarę, zagaił rozmowę. Trochę o instrumentach, potem ogólnie o muzyce. Efektem stało się zaproszenie mnie do zespołu. Dołączyłam do Adriana i Kuby, a wkrótce doszedł do nas jeszcze Szyszka grający na mandolinie. Spotykaliśmy się w karczmie “u Sąsiada”, a jesienią 2001 roku założyliśmy zespół. Nasz debiut sceniczny – to koncert w gliwickim pubie “Krypta”. Kolejnym krokiem stały się dawne “Silesian Shanties” czyli Śląski Festiwal Piosenki Żeglarskiej w Gliwicach. A tydzień później Tratwa w Katowicach, na której zdobyliśmy Grand Prix.

Kiedy zabawa przerodziła się w profesjonalne granie?
Sąsiedzi to pasja. Członkowie zespołu muszą poświęcać się pracy zawodowej, nie tylko muzyce. Są amatorami, którzy jednak starają się osiągnąć wysoki poziom artystyczny. Nigdy więc nie będą profesjonalnymi muzykami w pełnym tego słowa znaczeniu, jak zresztą większość “muzyków” z naszego szantowego świata. Nie jest to zespół grający zawodowo muzykę dla pieniędzy więc, moim zdaniem, nie możemy tu mówić o “profesjonalnym graniu”. Sąsiedzi to grupa ludzi, mająca wspólną pasję, którą dzieli się ze słuchaczami.

Co uważasz, za Wasz atut, a co znalazłoby się w rubryce “do poprawy”.
Atutem są możliwości muzyczne zespołu. Granie utworów instrumentalnych, śpiew a cappella i z akompaniamentem instrumentów, wykonywanie różnorodnego repertuaru, umiejętność wspólnej pracy. I skład zespołu: Kamil jako specjalista od marketingu. Marek, historyk piszący teksty piosenek, przynoszący na próby co ciekawsze nagrania muzyki tradycyjnej. Kuba, pasjonat pieśni morza, który nas bardzo motywuje. Natomiast wadą jest brak czasu. Rzadko zdarza się nam idealnie zgrać jeśli chodzi o czas wolny.

Nagraliście wspaniałą płytę. Debiutancką, ale jednocześnie dojrzałą i dopracowaną. Wiem, że już teraz możemy porozmawiać o kolejnym krążku.
Na płycie znajdziemy utwory a cappella, wokalno-instrumentalne i czysto instrumentalne. Będzie ona zawierała głównie utwory tradycyjne. Będzie jeden utwór a cappella mojego autorstwa, także “moje 3 grosze” znajdziemy w jednej z tanecznych wiązanek irlandzkich. Teksty – zarówno tradycyjne, jak i  “Markowe”, czyli napisane przez Marka Wiklińskiego. Zaprosiliśmy kilku gości, naszych przyjaciół, ale na razie nie zdradzę kogo.

Kiedy więc oficjalna premiera?
Jeszcze nie wiemy. Skończymy nagrywać za miesiąc lub dwa. Premiera prawdopodobnie na wiosnę.

Tytuł?
Tytuł pochodzi od nazwy celtyckiego lasu w Bretanii, związanego z wieloma legendami, głównie z czasów arturiańskich; a brzmi... Broceliande.

Dziękuję bardzo za rozmowę
Gliwice 30 stycznia 2008 roku.

Fot. Tomasz Goliński



strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

01. 14:47, 28.11.2008

Dodał: micpal24   (napisanych komentarzy: 21)

Świetny głos, świetny muzyk. Super.

02. 20:46, 26.02.2008

Dodał: kowal   (napisanych komentarzy: 70)

Zdolna, pracowita, zaganiana, podwodna i nawodna....To wszystko prawda! Ale do tego wszystkiego jakże uroczo dziewczęca, wyposażona w najcudowniejszy uśmiech oraz wiele innych atutów upiększajacych rzeczywistość estradową i pozasceniczną! Mówię to z bolesnym spokojem, który w moim wieku racjonalizuje emocje... Dominika jest kwintesencją estrady: Jednakowo miło się jej słucha i ogląda! Czego jej i ...sobie, jak najdłużej życzę!!!

03. 14:06, 14.02.2008

Dodał: _blady   (napisanych komentarzy: 67)

Domi :D cudnie :) Życzę dalszych sukcesów.

04. 22:43, 13.02.2008

Dodał: Pola   (napisanych komentarzy: 30)

gratuluje Dominiko i chylę czoła :D
... mam taką refleksję... skąd u kobiet nazwijmy to- aktywnie uczestniczących w ruchu szantowym zamiłowanie do... nurkowania? sesese... nie powiem- bardzo mnie to cieszy :)
życzę - w miarę możliwości czasowych- powrotu pod wodę, pełnych butli i tyle samo wynurzeń co zanurzeń :)
pzdr ciepło- Pola:)

05. 08:17, 13.02.2008

Dodał: Dziadek Władek   (napisanych komentarzy: 701)

Chyba najprzyjemniejsza wiadomość dnia - będzie nowy krążek Sąsiadów!
Już się cieszę.

Dominika żyje tak szybko... Skąd tyle sił?

Podziwiam:-)

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >


UWAGA
Autorzy serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników
w poniższych komentarzach. Komentarze zawierające wulgaryzmy, treści niezgodne z prawem oraz adresy reklamujące inne strony internetowe będą kasowane.


twoje konto

zaloguj się

zarejestruj się

nawigacja

ocean wiedzy

– z wiatrem

– historia

– różności

okiem bosmana

– relacje

– recenzje

kubryk

kalendarz

galeria

radio

- aac 32 kbps

- mp3 128 kbps

szanty24.pl on Facebook


Copyright © 2008-2012 szanty24.pl. Projekt: szanty24.pl Technologia: cyberstudio