
Wódeczka? Pod śledzika (bo rybka lubi pływać)
Rum? Zimą i na morzu, po pracy, najlepiej jako gorący grog.
Wino? Z ukochaną, przy świecach i sączącym się z głośników subtelnej muzyce
Whisky?
Whisky to synteza duszy i...
produkt geniuszu inżynierii chemicznej, moi drodzy. Destylat dla wyrafinowanych, przeważnie mężczyzn w ich cennej prywatności (nierzadko z fajką nabitą aromatycznym tytoniem), choć i dla Pań, w postaci likierów na bazie tego przedziwnego trunku. Bo... koniak to taki francuski bimberek z renomą, ale whisky to coś ponad. A zaczęło się od tego samego od czego zaczęły się koniaki czy wódka. Od okowity. Bo whisky to w gaelickim
uisce beatha, "woda życia", łacińska
aqua vitae, a po naszemu okowita.
W dawnych czasach wyrób wszelakich okowit był podobny, a różniły się przede wszystkim miejscowymi surowcami. Tak więc już w średniowieczu (pierwszy zapis historyczny pochodzi z początku XV wieku) Irlandczycy czy Szkoci produkowali słód, fermentowali go do alkoholu, po czym w prymitywnej destylacji kotłowej (dwu lub trzykrotnej) otrzymywali dość mocny trunek, po czym przechowywali go w beczułkach. Francuzi destylowali wino i przechowywali destylat w starych beczkach po winie - tak zrodził się koniak. Polacy produkowali słód ze zbóż (później pojawił się zacier z ziemniaków), fermentowali go i destylowali - jak się wydaje jednokrotnie - co dawało okowitę. Okowitę zwano też siwuchą, ponieważ zawarte w niej fuzle nadawały jej mętny wygląd. A na Karaibach fermentowano odpady trzciny cukrowej, po czym destylowano - stąd wziął się rum. W biegu historii ulepszano ustawicznie technologię produkcji mocnych trunków i można powiedzieć, że z wymienionych powyżej koniak pozostał do dziś najbardziej tradycyjnym wyrobem.
Wróćmy do whisky,
czy jak chce część Amerykanów - whiskey. Surowiec wykorzystywany w produkcji definiuje gatunek. Tak więc, whisky szkockie i irlandzkie produkuje się z jęczmienia jako takiego (whisky typu Grain) oraz ze słodu jęczmiennego (Malt). Kanadyjczycy wykorzystuję mieszaninę zbóż, zaś Amerykanie produkują tak bourbona z kukurydzy jak i whisky żytnie. Po poddaniu zbóż i słodu fermentacji następuje destylacja i... tu pewne wątpliwości. Marketingowcy od whisky twierdzą, że whisky destyluje się kotłowo "dwu- lub trzykrotnie", podczas gdy poważniejsze źródla opisują dużo bardziej skomplikowany sposób rektyfikacji. W każdym przypadku półproduktem jest około 40% roztwór etanolu zawierający pewną ilość zanieczyszczeń.
A teraz zaczyna się magia...
Surową whisky napełnia się beczki wykonane ze świeżego dębu, ale wypalonych od środka tak, że na ściankach beczki tworzy się gruba warstwa węgla drzewnego. Po czym następuje wieloletni okres dojrzewania, w czasie którego:
- Większość zanieczyszczeń jest pochłaniana przez wegiel drzewny
- Część wody przenika przez pory beczki na zewnątrz, powodując samoistne wzmacnianie trunku w alkohol
- Alkohol pochłania barwniki i garbniki z dębu, co nadaje mu piękny kolor i charakteystyczny smak
Naturalnie im dłużej trwa leżakowanie whisky (choćby i dwanaście lat), tym cenniejszych walorów smakowych nabiera i staje się przez to (oraz sam fakt kosztów leżakowania) nie tylko cenniejsza, ale i znacznie droższa.
Kolejnym czynnikiem wpływającym na jakość i cenę whisky jest unikatowość czy pospolitość tego co trafi do konsumenta. Whisky typu "single malt" czyli pochodzące z jednej destylarni są wysoko cenione. Whisky typu "blended" czy "vatted" powstają ze zmieszania whisky pochodzącej z róznych destylarni.
Sposób picia whisky to konflikt
między szarymi konsumentami, a koneserami. Tak jak koneser cennej herbaty wypije napar z jakiegoś upiornie rzadkiego gatunku Orange Pekoe, zbieranego z samych szczytów krzewów, z rzadkiego zakątka Cejlonu, z konkretnej wysokości nad poziomem morza, zbieranego konkretnego dnia i zapewne przy pełni księżyca ;-) w żadnym wypadku nie słodząc ani nie dodając cytryny do tego napoju, tak koneser whisky wypije swój kosztowny napój pochodzący z jakiejs nikomu innemu nieznanej destylarni irlandzkiej szklaneczkę "whiskówkę", nalewając odrobinę na dno, bez dodatków, grzejąc jeszcze naczynie dłonią i rozkoszując się aromatem... A reszta z nas napije się normalnej kwaśnej i słodkiej herbaty, a do taniej whisky marki "Johnny Walker" wrzuci lód i doleje wody mineralnej -- też będzie smakowało ;-)
Kończąc, zacytujmy słowa pieśni Nancy Whisky:
A kiedym wstał o własnych siłach
Świadomość rzekła "Witam znów!"
W tawernie pusto, panny ni ma
A w gębie brak obydwu kłów
No cóż, ten marynarz z pewnością nie postawił na jakość, tylko na ilość...