szanty24.pl > ocean wiedzy > różności > Muzyka żeglarska, a...
Autor: Piotr "Blady" Adamiecki

Trudno jest nadać tytuł takiemu tekstowi by nie urazić uczuć innych. W sobotę 18 października 2008 roku zespół Velbot z warszawy zagościł po raz kolejny w progach Domu Pomocy Społecznej „Na Przedwiośniu” w Międzylesiu pod Warszawwą.
Jest to szczególne miejsce. Podopiecznymi tego ośrodka są ludzie z porażeniem mózgowym, zespołem Downa i innymi podobnymi schorzeniami. Funkcjonują tam Warsztaty Terapii Zajęciowej – pracownia plastyczna, ceramiki, krawiecka i zespół muzyczny. Zastanawiacie się być może, czemu o tym piszę. Czy jest to może jakaś forma autopromocji? Nie. Chciałbym w tym miejscu opowiedzieć o czymś zupełnie innym.
Wszystko zaczęło się jesienią 2006 roku. Wraz z Markiem Jankowskim i Mirkiem Piotrowskim (wcześniej Ponton Band, Velbot), za namową tego pierwszego, pojechaliśmy do wspomnianego DPS'u. Przyznam się szczerze, iż jechałem tam z mieszanymi uczuciami i to nie z powodu, że miałem jakiekolwiek opory. Takie miejsca zawsze mnie peszą. Co prawda wcześniej wraz Tomkiem „Borym” Borkowskim, za sprawą Adama „Entranta” Paplińskiego, wystąpiliśmy wraz z grupą podopiecznych innego warszawskiego ośrodka na przeglądzie w Skierniewicach, lecz wtedy nie uczestniczyłem w tym przedsięwzięciu od początku. Z Mirkiem i Markiem zagraliśmy tam całkowicie improwizowany występ. Reakcja tych ludzi była niesamowita. Z tak entuzjastycznie nastawioną publicznością nie miałem jeszcze przyjemności się spotkać. We trzech grając najprawdziwszego Jam'a skupiliśmy na sobie całą uwagę. Tak samo było i tym razem. Grając dla nich miałem przeróżne uczucia, od niedowierzania po stan bliżej nie sprecyzowanej euforii. Mimo mojej dwuletniej nieobecności zostałem tam natychmiast rozpoznany. Nową dla nich osobą byłą tylko Magda „Ruda” Raczyńska, która jak na razie występuje z nami gościnnie. Jak każda nowo poznana osoba wykonująca jakąś pracę dla Ośrodka Magda otrzymała w prezencie gliniany medalion z jaskółką symbolizującą nadzieję. Pełna ciepła i przyjaźni atmosfera panująca w Ośrodku niejako zmusza wszystkich odwiedzających do spontaniczności. Nie trzeba dużo by tym ludziom sprawić radość. Wystarczy jeden szczery gest, jedno ciepłe słowo, by na ich twarzach zagościł uśmiech. Tam obowiązuje jedna zasada – szczerość za szczerość. Po każdej wizycie w DPS'ie jestem bardzo mocno zmotywowany. Nabieram jakiegoś dystansu do własnych problemów i zmartwień. Z takich wydarzeń czerpię siłę do innych działań. Staję się kimś nowym, bardziej wrażliwym, szczęśliwszym, spełnionym ...
Jeśli kogokolwiek z Was drodzy moi zastanowił ten tekst. Jeśli ktokolwiek zadał sobie pytanie „A co jak mogę zrobić dla innych?” niech rozejrzy się dookoła, niech przestudiuje lokalne gazety, książki telefoniczne. Zaręczam, że znajdzie podobne miejsca i podobnych ludzi. Takie działanie nie kosztuje dużo, nie trzeba zatrudniać specjalistów. Wystarczy tylko kontakt z dyrekcją takowego miejsca i zaproponowanie jakiejś formuły pomocy, rozrywki czy nawet niefinansowego wsparcia. Jeśli nie znajdziecie takich miejsc w swojej okolicy, a byłoby Was stać na przyjazd do Warszawy, to kontaktujcie się z nami. Ci ludzie czekają na to by podzielić się z Wami najcenniejszą rzeczą pod słońcem – sobą. Wbrew obiegowej opinii nie są nastawieni li tylko na to by brać, umieją dawać i to naprawdę dużo.
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >
01. 12:02, 26.10.2008
Dodał: _blady (napisanych komentarzy: 67)
02. 15:04, 22.10.2008
Dodał: _blady (napisanych komentarzy: 67)
03. 08:00, 21.10.2008
Dodał: Dziadek Władek (napisanych komentarzy: 701)
strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >