
Nie mogąc się już doczekać Festiwalu, a jednocześnie korzystając z okazji, że akurat przebywałem na Kaszubach, znalazłem jakiś pretekst, żeby pojechać do Charzykowych i pokręcić się trochę po okolicy. Przespacerowałem się chwilkę po przepięknej promenadzie, po czym zaglądnąłem do pustego o tej porze amfiteatru. Ku wielkiej mojej radości spotkałem Przemka Ziętkowskiego, który w tym roku z ramienia Gminy Chojnice jest organizatorem festiwalu. (Tak, to właśnie ten człowiek, którego Andrzej Półgęsek – organizator imprezy z lat ubiegłych – przedstawiał jako swojego rodzonego syna zespołom szantowym w celu wycyganienia ich nagrań, tak, tak. Się dowiedziałem).
Porozmawialiśmy sobie chwilkę o rzeczach różnych, a ponieważ nie dysponowałem sprzętem nagrywającym, jeno na pamięci swej wewnętrznej muszę polegać, pozwolę sobie tę rozmowę przywołać w mowie zależnej li jedynie.
A usłyszałem, co następuje:
- W piątek 8 sierpnia zagrają Stonehenge, Yank Shippers, Za Horyzontem, Comhlan, Mietek Folk i Morże Być.
- W sobotę 9 sierpnia wysłuchamy kapel: Matelot, Drake, Znienacka Project, Atlantyda, Sailor oraz Perły i Łotry
- Mówi się „w Charzykowach” a nie „w Charzykowych”
- Nie będzie padać. Co w sumie nie jest dziwne, zważywszy że Charzykowy znajdują się w miejscu o najniższej rocznej sumie opadów. Nie jestem taki mądry, tylko pooglądałem stronkę IMGW.
I na zakończenie garść informacji dla tych, którzy na Festiwalu w Charzykowach jeszcze nie byli. Charzykowy to przepięknie położona nad brzegiem Jeziora Charzykowskiego (Łukomie) wieś turystyczna, położona 10 minut drogi (przy użyciu jakiegoś czterokołowego urządzenia do spalania benzyny) od Chojnic. Bardzo szczególne to miejsce dla polskiego żeglarstwa, jako że właśnie tu powstał pierwszy w Polsce klub żeglarski, założony w 1928 r. przez Ottona Weilanda. Dodatkowo dodam, że po przeprowadzeniu małej ankiety wśród okolicznych mieszkańców (zapytałem trzy osoby z Chojnic, dwie z Charzykowych i po jednej z Funki i Swornegaci) wychodzi na to, że Festiwal Piosenki Żeglarskiej to najważniejsze zjawisko na kulturalnej mapie Ziemi Chojnickiej, i ów odbyć się ma, cytuję, „musowo”.
Piękna okolica, fantastyczna atmosfera Festiwalu, gramatyczno-fleksyjne dyskusje do samego rana na temat osobliwej odmiany nazw miejscowości „Charzykowy” i „Swornegacie” (jedziemy do Swornegaci, czy Swornychgaci, hę?). A poza tym, widok bandy muzyków szantowych, dzielnie maszerującej późną nocą z amfiteatru do miejsca swego, z czeska, ubytovania, i śpiewającej na całe gardło przykładowe, dajmy na to „Cztery Piwka”, jest jak w reklamie pewnego produktu finansowego – bezcenny. Zatem spotkajmy się w Charzykowach,
z Ziemi Chojnickiej relacjonował Wasz ulubiony Misiek
PS. Na obrazku jestem ja, sam malutki w wielkim pustym amfiteatrze. Smutno bez Was.
PS2. Dalej utrzymywał będę, że punk rock to nie bułka z masłem.
PS3. Informacja dla Pana z tamburynem – instrument proszę zostawić w domu :)