Chcę grać i śpiewać w tawernach!
Autor: Joanna "Makenzen" Morawska

Z Agnieszką "Reflinką" Kowalską rozmawia Joanna Morawska:
Kiedy się zorientowałaś, że śpiewanie szant i piosenek żeglarskich sprawia Ci przyjemność?
Śpiewam od najmłodszych lat, od zawsze to lubiłam. Dlaczego akurat pieśni morza? To mój tata mnie nimi zaraził – sam nie gra i nie śpiewa, ale żegluje. I przez tę muzykę sama trafiłam do żeglarstwa, które zaczęłam uprawiać w pierwszej klasie liceum.
Pierwsza piosenka żeglarska, którą usłyszałam, to „Bijatyka” w wykonaniu EKT-Gdynia. Od razu mi się spodobała. Potem tata kupił mi gitarę, nauczyłam się na niej grać. Grałam i śpiewałam wszystko, co ma jakąś wodę w treści. I tak już zostało... Lubię zarówno liryczne ballady, jak i bardziej skoczne utwory – każdy ma w sobie coś pociągającego. Najbardziej jednak lubię szantę klasyczną. Mój ulubiony zespół to Cztery Refy, bo ich muzyka idealnie obrazuje realia życia dawnych marynarzy, a to mnie interesuje.
Kiedy postanowiłaś wyjść ze swoją muzyką z domowego zacisza i zanieść ją szerszej publiczności?
W pierwszej lub drugiej klasie gimnazjum, nie pamiętam dokładnie w której, zaśpiewałam na festiwalu harcerskim w Piastowie. Był to pierwszy raz, kiedy wystąpiłam publicznie z gitarą, po trzech miesiącach od dnia, w którym ją dostałam. Zdobyłam wtedy wyróżnienie. Wzięłam też udział w kolejnych dwóch edycjach tego festiwalu, za każdym razem zajmując pierwsze miejsce. Potem wystartowałam w lokalnym przeglądzie piosenki żeglarskiej w Podkowie Leśnej, gdzie zajęłam pierwsze miejsce i dostałam w nagrodę gitarę. Następnie w roku 2006, przyszła kolej na radomską „Rafę” – byłam wtedy jedyną solistką, czułam się trochę dziwnie, gdy wokół same zespoły… ale dostałam wyróżnienie. I wreszcie przyszła kolej na „Warszantę”.
Co Cię skłoniło do wzięcia udziału w „Warszancie”?
To była spontaniczna decyzja. Kiedy po raz pierwszy w życiu przyszłam do Gniazda Piratów – pamiętam, że było to przy okazji koncertu Mordewindu – od razu wiedziałam, że przyjdzie czas, gdy i ja stanę na „Gniazdowej” scenie. I spełniło się! Zaśpiewałam trzy piosenki: „Tango na wyjście z portu” z repertuaru Morże Być, „Piracką piosenkę” zespołu Mietek Folk oraz „Szkuner 'I’m Alone' Smugglersów.
Nie spodziewałam się sukcesu. Co ciekawe, nic nie powiedziałam rodzicom, że tam startuję i przed wręczeniem nagrody pomyślałam: „Jeśli w nagrodę znowu dostanę gitarę, to jakoś ją przemycę niepostrzeżenie do domu”. Patrzę – a tu wytaczają z kantorku… rower. Z rowerem to już gorzej… (śmiech)
Masz jakieś szantowo-muzyczne plany na przyszłość?
Zobaczymy, jak potoczy się życie… Na pewno chciałabym występować i jeździć na przeglądy. Shanties? A w życiu! (śmiech). Moim marzeniem jest granie w tawernach. Nie dla mnie wielkie festiwale i rzesze publiczności, wolę występować lokalnie.
Solo, czy w zespole?
Pewnie, że chciałabym grać w zespole. Mój wymarzony skład to pięć – sześć osób, kilka mocnych, męskich głosów, do tego koniecznie skrzypce i gitara, może jakiś flecik. I żadnej perkusji!
W takim razie gratuluję sukcesu i życzę kolejnych, oraz aby się udało zrealizować marzenie o własnym zespole.
Warszawa, 10 marca 2008