szanty24.pl > ocean wiedzy > różności > Banany na 2 głosy

niedziela, 5 lutego 2012 Imieniny: Agaty i Adelajdy

ocean wiedzy: z wiatrem | historia | różności

różności

Banany na 2 głosy


Autor: A. Szkuta, M. Szwaja


Angelika Szkuta, lat (niecałe) 16
Sierpień 2007. Port Pieśni Pracy. Tychy, Paprocany. Swój występ zakończyły właśnie Lejki i zapowiedziano zespół o niezbyt dobrze jeszcze mi wtedy znanej nazwie „Banana Boat”. „Kim oni są” – pomyślałam. I nagle na scenie pojawiło się pięciu dziwnych panów. Ubrani w  śmieszne czarne koszulki, każda z innym kawałkiem banana. Zaczęli śpiewać.

Byli rewelacyjni. Podobał mi się nie tylko sposób w jaki śpiewali, ale przede wszystkim to, jak prezentowali się na scenie. Mało artystów potrafiło tak jak oni zachęcić publiczność do zabawy. Mimo, że ich wcześniej nie znałam, to już po paru minutach razem z nimi i pozostałymi ludźmi „spod sceny” śpiewałam o morzu, o żegludze. Nie musieli jakoś zachęcać ludzi, by włączyli się do wykonywanie piosenek; w ich muzyce po prostu było coś takiego, co do tego zachęcało. Byłam zszokowana, że pięciu facetów może zdziałać coś takiego.

Później, już po festiwalu, zaczęło się gorączkowo szukanie informacji na ich temat. Ściągnięte z ich strony parę piosenek non stop było słuchane przez mnie na „empetrójce”. Ich stronę internetową odwiedzałam prawie codziennie. Oszalałam na ich punkcie. Dlaczego?

Sama nie wiem. Może dlatego, że bardzo podobały mi się ich piosenki, może dlatego, że wtedy na PPP byli inni niż pozostali wykonawcy, a może dlatego, że po prostu mają w sobie to „coś”, co przyciąga mnie do nich. Nie wiem.

Moja koleżanka, którą pierwszy raz na PPP zabrałam w zeszłym roku, na pytanie: „Kto Ci się najbardziej podobał na festiwalu?” bez zastanowienie odpowiada: „Bananki”. A gdy drążę temat i pytam: „Dlaczego?”, mówi: „Ponieważ moim zdaniem ich piosenki były zrozumiale i jakby wzięte prosto z życia”. To samo pytanie zadałam mojemu tacie. Powiedziała o ich poczuciu humoru, śmiesznych koszulkach i niesamowitych głosach.

A ja? Za co ich lubię? Właśnie za niezwykłe brzmienie, za proste teksty piosenek, za śmiech, za niezwykłe ruchy Maćka, za urok jego brata Pawła i za to „coś”. Tak po prostu – lubię ich!!!

Monika Szwaja, lat (ukończone) 18

Za co fani szant kochają Banana Boat? Nie wiem, doprawdy, bo przecież Banany prawie wcale szant nie śpiewają. A jeśli nawet kilka, to w opracowaniu takim bardziej operowym. Wprawdzie uczony Paweł J., doktor nauk niezbędnych uważa, że szanty to teraz wszystko, co się śpiewa o morzu, ale ja się z nim regularnie kłócę na ten temat i twierdzę, że nic podobnego.

No więc o co tu chodzi?

Ogólnie, jak wiadomo, Banany prezentują wiele zalet; są pożywne, smaczne, zawierają mnóstwo potasu i mają pocieszny kształt. Pięknie tańczą taniec brzucha do egzotycznych zaśpiewów.

Doszliśmy do sedna. No, prawie, sedno będzie za chwilę, a teraz te tańce. Banany to urodzeni szołmeni. Kiedy wychodzą na scenę, publiczność czuje się rozbawiona zanim jeszcze zaczną śpiewać. Dziewczyny piszczą, a panowie ryczą na polecenie Maćka J., skądinąd poważnego lekarza o niełatwej specjalności. Spróbujcie wyjść na scenę i kazać ludziom wrzeszczeć, a w większości przypadków śmiechem was zabiją. O ile nie obrzucą jajkami. Banany samą obecnością sprawiają, że ludziom chce się bawić.

Moje doświadczenie widza i słuchacza podpowiada mi jednak, że nawet najlepsze szołmeństwo na długo nie wystarczy, jeśli nie ma solidnej podbudowy. Fundamenty, na których opiera się sukces Bananów są trzy:  po pierwsze teksty, po drugie muzyka, po trzecie wykonawstwo.

Odkryłam Ameryczkę, co? Nie jest to takie znowu oczywiste, jakby się mogło wydawać. Teksty i muzykę mają wszyscy. Lepsze lub gorsze. W większości dość podobne, co na przykład jurorów festiwalowych przyprawia o zdrowy sen na przeglądach. Banany są odróżnialne w obu przypadkach. Ich teksty bywają niełatwe i często tchną prawdziwą poezją (że się tak poetycznie wyrażę). Aranżacje – na pięciu facetów a cappella – też raczej skomplikowane. Wykonawstwo – perfekcyjne. Takie drobiazgi jak bohaterski tenor Maćka i bohaterski sopran Konika, to już wisienka na torcie. Wszystko zaś razem jest do szpiku kości  „inteligenckie”, o czym zapewne nie napisałabym jeszcze rok temu, żeby im nie zaszkodzić, albo co. Ale teraz znowu jest trend na inteligencję i można się przyznawać do wykształcenia. A będę się upierać, że produkcje artystów świadomych z reguły są ciekawsze niż bardzo nawet utalentowanych „nieoszlifowanych diamentów”.

Widać miłośnicy szant też lubią te oszlifowane.

Fot. Marietta Stefaniak

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >

01. 09:00, 04.09.2009

Dodał: uki80   (napisanych komentarzy: 12)

Są wspaniali. I to jest fantazy music :)

02. 21:05, 11.06.2008

Dodał: arathorn   (napisanych komentarzy: 1)

Powiem szczerze, że autorki tesktu mają rację. Choć mam tylko ponad 16 lat to gdy pierwszy raz ich usłyszałem (szczecin, TTSR), ciężko było odejść od sceny. Tryskali wręcz humorem, który migiem przeszedł na publiczność. Potrafili jak mało kto zachęcić publiczność do śpiewu wraz z nimi. potrzeba nam więcej takich zespołów!

03. 09:23, 18.03.2008

Dodał: Dziadek Władek   (napisanych komentarzy: 701)

Diamenty i brylanty – taki dałbym tytuł, gdyby to był – artykuł.
Ot – ale „rymowanka”:-)

Z wielkim zaciekawieniem przeczytałem artykuł „Banany na 2 głosy” i - nie zawiodłem się:-)
Co pióro - to pióro!
Nawet dwa pióra:-)
Najbardziej jednak zafrapowało mnie to drugie.
Czytam:
”Ogólnie, jak wiadomo, Banany prezentują wiele zalet; są pożywne,
smaczne, zawierają mnóstwo potasu i mają pocieszny kształt. Pięknie
tańczą taniec brzucha do egzotycznych zaśpiewów.”.
Nic dodać - nic ująć.

”Doszliśmy do sedna” - pisze Pani Monika Szwaja.

I jakże ciekawie pisze o tym „sednie”:-)
Publiczność czeka rozbawiona, wiedząc zapewne, co za chwilkę zobaczy - bo może bardziej jej na tym „zobaczeniu” zależy?
O tym co usłyszy - przecież już doskonale wie:-)

”Banany” są obecne na wielu naszych (i przecież nie tylko) scenach i ich pieśni są doskonale znane.

Świetne pieśni i piosenki.

Ale śpiew nie zawsze zastąpi ruch, wdzięk i powab na scenie.
Widać to przecież jakże wyraźnie na innych, tych „mało wodnych” koncertach.
Jakże przyciąga widzów właśnie taniec brzucha, często to co jest ponad brzuchem - tak przecież powabnie eksponowane:-)
Już nie taki zupełnie nieoszlifowany diament - już prawie brylant, który przyciąga wzrok:-)

”Banany to urodzeni szołmeni” - czytam dalej.
I to prawda!
Ludzie doskonale wiedzą.
”Kiedy wychodzą na scenę”, czytam dalej i przenoszę się przed tą scenę - „publiczność czuje się rozbawiona zanim jeszcze zaczną śpiewać Dziewczyny piszczą, a panowie ryczą na polecenie Maćka J.”

Widzę i słyszę..
Zabawa trwa…..

Świetna, niczym nieskrępowana zabawa:-) Po jej zakończeniu chciałoby
się zacytować maleńki fragment "Pana Tadeusza":

”Czy to Wojski gra jeszcze - czy to echo grało”.

”Banany samą obecnością sprawiają, że ludziom chce się bawić” - i to następny, tak przyjaźnie podany fakt:-)

O stabilności budowli świadczą jej fundamenty - a „Bananowe” fundamenty mają aż trzy zalety - jakże ważne:
”po pierwsze teksty, po drugie muzyka, po trzecie wykonawstwo.”

Nie śmiałbym się z tym nie zgodzić – „wisienka na torcie” jest prawie zawsze smaczna - a jeszcze jak umieszczona jest na bitej śmietance..
Mniam:-)
Jakże często właśnie to w torcie wydaje się najsmaczniejsze - i łasuch zwędzi tą wisienkę oklejoną śmietanką, nie czekając na resztę tortu….
Ciężko mu się po takiej słodkości doszukać potem w nim smaku.

Najbardziej jednak utkwiło mi w pamięci po przeczytaniu artykułu jego zakończenie:
”Ale teraz znowu jest trend na inteligencję i można się przyznawać do wykształcenia. A będę się upierać, że produkcje artystów świadomych, z reguły, są ciekawsze niż bardzo nawet lentowanych „nieoszlifowanych diamentów”.”

No tak - diament i brylant nie są sobie równe i nigdy nie będą.

Nie byłoby jednak tych pięknych, pożądanych przez wielu, z pięknym, perfekcyjnym szlifem (nadawanym przez rzemieślnika, nie przez inteligenta) brylantów - bez tych kawałeczków węgla.

Twardych kamieni, kształtowanych przez naturę.
Mało ciekawych..

Cóż by znaczył brylant bez odpowiedniej oprawy?
Ot, kawałeczek skrzącego się „czegoś tam” - dla laika zupełnie nie zachęcający.
Ale w odpowiedniej oprawie - zapewne wywoła dreszcz i zachwyt!
Nie byłoby ich bez tego wytworu natury.

Pewno - mogą być też i sztuczne brylanty.

Też piękne - ale nie dorównają nigdy prawdziwym. Nawet tym nieoszlifowanym - które są szare, oblepione innymi minerałami, bezbarwne….

Cóż może zaprezentować taki nieoszlifowany diament?
Nic.

A jednak to ich się szuka - nie brylantów.

Zakończę słowami Autorki artykułu:
.”A będę się upierać, że produkcje artystów świadomych z reguły są ciekawsze niż bardzo nawet utalentowanych „nieoszlifowanych diamentów””

I znów - prawda.
Ciekawsze.

Tak jak ciekawsze od diamentów będą brylanty.
Tak jak każdy kamień, oszlifowany, będzie „ciekawszy” od kawałka minerału, który nieświadom jego piękna i wartości może po prostu zwykły „śmiertelnik” sobie kopnąć.
Ot - jak choćby zwykłą geodę.

A zręczny rzemieślnik wydobędzie z kamienia - z minerału coś, co zachwyci wszystkich.
Rzemieślnik - artysta.

04. 11:43, 17.03.2008

Dodał: xenia34   (napisanych komentarzy: 1)

A ja za Bananami nie przepadam i boję się, że za takie stwierdzenie mogę zostać zlinczowana;)))) Zapewnie prywatnie są cudownymi ludźmi...no ale na scenie robią "szow" obliczony na zaspokojenie "potrzeby wyszalenia się", niewiele mającego wspólnego ze śpiewem szant...Dogłębnie irytuje mnie bananowe powtarzanie sto razy głupiutkiego refrenu, tylko po to, żeby wyszło, iż publiczność "współuczestniczy" i "dobrze się bawi"...Może bierze się to stąd, że wolę szanty w surowym, nieobrobionym stylu, a na koncertach zdecydowanie przedkładam piękno śpiewu nad tańce brzucha, rozbieranie się i tym podobne wygłupy dla zdobycia poklasku...Zresztą, pomijając zachowania scenicznie, nie widze niczego szczególnego w samym stylu i aranżacjach...są podobne do kilku innych zespołów, niczym szczególnym się nie wyróżniają, więc zupełnie nie rzoumiem fenomenu ich popularności - podejrzewam, że wynika to raczej z prywatnego uroku niż rzeczywistej wartości artystycznej.

05. 08:36, 14.03.2008

Dodał: Makenzen   (napisanych komentarzy: 95)

Banany (zespół Banana Boat) lubię.
Przede wszystkim za wielogłosowy śpiew a'cappella - jako miłośniczka chórów i śpiewu wielogłosowego nie mogłam zająć wobec Bananów innego stanowiska ;-)
Poza tym za piękne teksty ubrane w równie piękne melodie, a w szczególności za "Requiem...", którego niestety jeszcze nigdy mi się nie udało usłyszeć na żywo, ale liczę na to, że nie będę długo czekać ;-)
Oprócz tego za żywiołowość i sposób, w jaki Banany nawiązują "dialog" z publicznością.
To tyle w dużym skrócie ;-)
--
bananów (owoców) nie lubię - bo mi po prostu nie smakują, a do tego mażą się w gębie. Muszę czuć, że wbijam zębiska w to, co konsumuję ;-)

strona 1 / 1 | < pierwsza | poprzednia | 1 | następna | ostatnia >


UWAGA
Autorzy serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników
w poniższych komentarzach. Komentarze zawierające wulgaryzmy, treści niezgodne z prawem oraz adresy reklamujące inne strony internetowe będą kasowane.


twoje konto

zaloguj się

zarejestruj się

nawigacja

ocean wiedzy

– z wiatrem

– historia

– różności

okiem bosmana

– relacje

– recenzje

kubryk

kalendarz

galeria

radio

- aac 32 kbps

- mp3 128 kbps

szanty24.pl on Facebook


Copyright © 2008-2012 szanty24.pl. Projekt: szanty24.pl Technologia: cyberstudio