szanty24.pl > ocean wiedzy > historia > ...ty wielka rzeko...

niedziela, 5 lutego 2012 Imieniny: Agaty i Adelajdy

ocean wiedzy: z wiatrem | historia | różności

historia

...ty wielka rzeko...


Autor: Krystyna Banaszewska-Rogacka


Pewien Anglik – Michael Hurd napisał w swojej książce („Sailors’ Songs and Shanties”), że nikt z prawdziwych żeglarzy – epoki wielkich żaglowców – nie śnił nawet o tym, by szanty mogły być śpiewane na brzegu. Dla nich bowiel szanta – pieśń pracy, była przede wszystkim akompaniamentem do codziennym czynności związanych z obsługą żagli, lin, kabestnów, kotwic itp. W nielicznych wolnych chwilach tzw. pieśń kubryku rozbrzmiewała pod pokładem – by wyśpiewać wszystkie marynarskie żale i tęsknoty.


Niepomiernie by się pewnie dziwili dawni marynarze dzisiejszej popularności tworzonych przez nich pieśni – nie tylko śpiewaniu ich w najodleglejszych nawet od morza miejscach, ale i całej ogromnej „szantologii”, która rozwija się ostatnio w wielu krajach. Czy to tylko kwestia mody na starocie, czy też owładnął ludźmi autentyczny urok tych surowych w końcu pieśni – to nie istotne. Chwała tym, którzy sprawili, że wraz z epoką wielkich żaglowców nie poszły w zapomnienie jej pieśni – zbieraczom z końca ubiegłego wieku i tym, którzy dzisiaj owe materiały odgrzebują. Autorzy współczesnych zbiorów usiłują tworzyć podziały np. na szanty fałowe, kabestanowe, pieśni kubryku, ale szanta, jak niesforna Molly z Liverpool’u co rusz im się wymyka i okazuje się, że ta sama pieśń w jednej wersji jest szantą kabestanową, w innej znów pieśnią kubryku.


Tak jest właśnie z Shenandoh – jak twierdzą najpoważniejsi spośród znawców tematu – zdecydowanie najpiękniejszą szantą. Do dziś dochowało się kilka wersji tej pieśni. Jedna z nich nawiązuje do niełatwego tematu kontaktów białych ludzi z Indianami...


„Wódz stał na straży i w zadumie spoglądał na morze. W tym czasie wyłonili się z morza obcy przybysze, ze wscodu i północy. Ci ludzie są chytrzy, mają zadziwiające rzeczy. Kim są ci ludzie?”


To fragment wyjęty z kroniki obrazkowej jednego z plemion narodu Algonkinów. Odpowiedź na to pytanie znamy dzisiaj aż za dobrze. Zaledwie w początkach XVII wieku na wschodnim wybrzeżu Ameryki Północnej zaczęły powstawać pierwsze osady nowych przybyszów, a już w sto lat później większość wschodnich plemion indiańskich zostało wyrugowanych ze swoich ziem, bądź wręcz wybitych. Plemiona znad Missisipi miały poznać „urok” kontaktów z białymi nieco później. Dopiero w 1682 r. Francuz Renè Robert Cavalier zwany panem de la Salle przemierzył całą Missisipi i ziemie po obu jej stronach od źródeł aż do delty 9 kwietnia tegż roku oddał we władanie króla Francji. Tym samym wszyskiemu, co tam żyło nadał obywatelstwo francuskie. Początkowo stosunki były nie najgorsze, szybko jednak wydarzenia poczęły następować wedle znanego już schematu: rugowanie Indian z terenów uprawnych i łowieckich, bunt, represje, aż w końcu całkowity pogrom tubylców. Jedno z najpotężniejszych plemion zamieszkujących wschodni brzeg Missisipi od ujścia Ohio do Nowego Orleanu zostało rozbite w 1731 roku – niecałe pół wieku po wyprawie pana de la Salle.


Oprócz strzelb i prochu biali przybysze przywieźli ze sobą jeszcze jedną straszną broń, którą dobijali rozgromionych już Indian. To „ognista woda”. Pozbawieni uprawnych ziem i terenów łowów Indianie szybko rozpijali się. Za łyk wódki sprzedawali to, co mieli najcenniejsze – a niewiele już mieli. Często zostawał im spłachetek ziemi, żona i córka – półpijany Indianin gotów był sprzedać wszystko.


Gdzieś nad brzegiem wielkiej Missisipi w indiańskiej wiosce żyła piękna dziewczyna. Na imię miała... no właśnie – co to za imię Shenandoah? Czy tak nazywała się dziewczyna, czy jej ojciec – wódz, a może to nazwa plemienia? Wielcy „Szantolodzy” nie są co do tego zgodni. I jak to się stało, że historię miłości białego do pięknej Indianki opiewali właśnie żeglarze przy pracy z kabestanem? A może Shenadoah to po prostu nazwa rzeki?


Co do jednego wszyscy są zdodni – „Shenandoah” powstała jako pieśń przewoźników, wędrujących wielkimi rzekami Missouri, Ohio i Missisipi – z głebi kontynentu do Nowego Orleanu. A że właśnie ten największy port ówczesnej Ameryki odegrał niebagatelną rolę w rozwoju dziewiętnastowiecznej szanty – (tu spotykały się żaglowce wszystkich niemal bander świata, w portowych tawernach mieszały się i krzyżowały folklory najrozmaitszych narodów i ras) – melodyjna i romantyczna pieśń podbiła pokłady żaglowców i trafiła na szerokie morza...


A skąd wziął się temat? No cóż, podobnych historii było wiele – choćby dzieje księżniczki Pocahontas, czy Polki, która w początkach naszego wieku została żoną wodza Szewanezów. Nie tak trudno więc było o czerwonoskórą Butterfly.


Opowieść nasza jest wyimaginowana, choć prawdopodobna. W wiosce indiańskiej leżącej gdzieś nad brzegiem Missisipi pojawia się biały żeglarz – kupiec. Ma on zamiar – jak to często bywało przeprowadzić bardzo dla siebie zyskowny handel z Indianami – czyli po prostu oszukać ich. Stateczek swój ma wyładowany towarami, które Indian najbardziej interesowały – prochem – pewnie najgorszej jakości, - błyskotkami, tandetną odzieżą a przede wszystkim ognistą wodą. Od Indian chce kupić futra, a może nawet i złoto. Obie strony wiedzą, komu taki handel przyniesie rzeczywisty zysk, ale czerwonoskórzy bracia godzą się nań z rezygnacją, zaś kupiec zaciera tłuste rączki... gdy nagle „jak piorun” poraża go uroda indiańskiej dziewczyny. Handel przestaje być ważny. Amor gra pierwsze skrzypce i to tak skutecznie, że oplątuje i serce dziewczyny. A że i Wielki Manitou im sprzyja – właściwie nie bardzo wiadomo dlaczego – toteż młodzi pokonują wszelkie przeszkody i... rozpoczynają wspólną żeglugę. A dalej, jak to w życiu bywa, żyli długo i szczęśliwie, albo też niekoniecznie. A może dziewczynie udało się zmienić podły charakter kupca...?


Prosimy nie miejscie do nas żalu, za żartobliwe potraktowanie „Indiańskiego tematu”. Pomysł widowiska oparty został na dość dowolnym przekładzie jednej z wersji szanty „Shenandoah” dokonanym przez Andrzeja Mendygrała. Licząc na poczucie humoru zapraszamy do wspólnej zabawy.
 

twoje konto

zaloguj się

zarejestruj się

nawigacja

ocean wiedzy

– z wiatrem

– historia

– różności

okiem bosmana

– relacje

– recenzje

kubryk

kalendarz

galeria

radio

- aac 32 kbps

- mp3 128 kbps

szanty24.pl on Facebook


Copyright © 2008-2012 szanty24.pl. Projekt: szanty24.pl Technologia: cyberstudio